Halo halo!
Dowodziki do kontroli!

STRONA DOSTĘPNA JEST TYLKO DLA UŻYTKOWNIKÓW PEŁNOLETNICH!

Od kwiatów do warzelni. Historia, która przechodzi z pokolenia na pokolenie

Niektóre miejsca są dla ludzi „firmą”. Dla innych – częścią domu. W Żywcu Browar potrafi być jednym i drugim: pracą, pasją, codziennością i rodzinną historią przekazywaną dalej, często zupełnie naturalnie. O tym, jak wygląda wielopokoleniowa więź z Browarem, rozmawiam z Krzysztofem Kucharczykiem, technologiem, dla którego browar jest częścią rodzinnej historii i jego własnej drogi zawodowej.

Marta Czarnik‑Starypan: Krzysiu, mam wrażenie, że w Żywcu historie o browarze naprawdę żyją w rodzinach. U Ciebie to się przewija przez kilka pokoleń. Opowiesz, jak to się zaczęło?

Krzysztof Kucharczyk: Zaczęło się bardzo „żywiecko”: od domu, od bliskości i od tego, że browar był po prostu obecny. W mojej rodzinie pracowały dwie babcie. Jedna zajmowała się kiedyś estetyką przestrzeni, dbała o kwiaty na terenie browaru. To były inne czasy: latem takie stanowiska istniały i to miało swój urok. Druga babcia pracowała już na warzelni. Do tego dziadek był związany z browarem przez lata – po zakończeniu drugiej wojny światowej aż do 1980, pracował m.in. w obszarze budowlanym/stolarskim. Drugie pokolenie – to mój Tata, który pracował na Leżakowni i na Warzelni Klasycznej i obecnie mój brat Zbigniew, który jest Operatorem Działu Brewingu. I tak, nawet jeśli role były różne, wszyscy kręcili się wokół jednego miejsca.

Marta: Czyli niezależnie od tego, czy kwiaty, czy warzelnia i tak wszystko wracało do browaru. A pamiętasz moment, kiedy to przestało być „historią rodzinną”, a stało się Twoją własną drogą?

Krzysztof: Bardzo wcześnie, to właśnie dziadek zaszczepił we mnie piwowarstwo.. On był mocno związany z browarem: kochał to miejsce i miał ogromną pasję do piwa i wszystkiego, co z nim związane, szczególnie Portera. Pamiętam, że był czas, kiedy Portera nie było i on naprawdę za nim tęsknił. Dziadek opowiadał, a ja słuchałem: o procesie, o smaku, o tym, że piwo leżakuje, że to trwa, że tu nic nie dzieje się „na skróty”. Te opowieści sprawiły, że już w szóstej klasie podstawówki wiedziałem, że chcę iść w stronę piwowarstwa.

Marta: Szósta klasa? To brzmi jak pewność, której się nie da „wymyślić”.

Krzysztof: Bo to przyszło naturalnie. A los dorzucał kolejne cegiełki. Miałem w szkole Panią Profesor – nauczycielkę biologii i chemii, Jadwigę Klimondę, żonę Tadeusza Klimondy, ówczesnego dyrektora technicznego browaru. I ona podarowała mi książkę „Browarnictwo”. Wyobraź sobie, że trzy lata przed rozpoczęciem nauki w Technikum Browarniczym w Tychach (jedyna taka szkoła w Polsce), ja już w większości znałem technologię siedziałem w technologii i miałem opanowany materiał.

Marta: Czy już wtedy myślałeś, że zwiążesz z tym swoją przyszłość?”

Krzysztof: Tak, zdecydowanie.Poszedłem w to na serio: studia inżynierskie na Politechnice Łódzkiej, gdzie obroniłem pracę na temat porównania procesu fermentacji w kadzi fermentacyjnej i tankofermentorze, a potem następnie magisterka z technologii fermentacji, aż wreszcie doktorat z wpływu wybranych czynników technologicznych na proces fermentacji brzeczki piwnej na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie.
I to był czas, kiedy wstawałem o czwartej rano, żeby o piątej być w browarze na badaniach i analizach, a o siódmej zaczynać normalną pracę. Bardzo mi na tym zależało. To były intensywne dwa lata, ale też ogromnie budujące. Wtedy zrozumiałem, jak dużo zależy od ludzi, zespołu i zaufania. I co ważniejsze: browar dał mi możliwość uczenia się.

I w tym miejscu chciałem wyrazić ogromną wdzięczność, za co zawsze będę wdzięczny w sercu, za zgodę i umożliwienie mi badań w browarze – nieżyjącemu już Śp. Dyrektorowi Jerzemu Dwornickiemu oraz mojemu Przełożonemu Jarosławowi Żyrkowi oraz Sławomirowi Bąkowskiemu, Jarosławowi Hocowi, Wiesławowi Michalskiemu, Twojemu Tacie Panu Jerzemu Czarnikowi oraz Wszystkim na Produkcji i w Laboratorium, którzy mi w tym pomogli – ogromnie Dziękuje.

Marta: To brzmi jak coś więcej niż „kariera”. Bardziej jak misja.

Krzysztof: Trochę tak, bo browar uczy pokory. To jest praca z żywymi organizmami do końca nieprzewidywalnymi. Tu trzeba się liczyć z drożdżami. To nie jest monotonna produkcja.

Marta: A co się Twoim zdaniem zmieniło przez te lata, patrząc też na perspektywę dziadków?

Krzysztof: Ogromnie zmieniła się technologia. Inwestycje, automatyzacja, nowoczesne urządzenia: to był duży „skok technologiczny”. Ale jedno się nie zmieniło: dbałość o jakość. Tego nie zrobi za nas system. To jest codzienna praca, próby, poprawki, uczenie się. I to jest też odpowiedź na pytanie, czemu ludzie tu zostają na lata: bo to nie jest monotonne. Tu ciągle jest wyzwanie. Tworzymy, modyfikujemy, rozwijamy się. Każdy dzień potrafi przynieść coś nowego.

Marta: I to jest chyba ten „magnes”, prawda?

Krzysztof: Tak. Ten żywy proces. I ludzie. Zespół jest ważny – wspieramy i dbamy o siebie. To jest miejsce, gdzie spędzasz kawał życia, często więcej niż osiem godzin. Uczysz się współpracy, odpowiedzialności i tego, że to, co robisz, będzie miało efekty w późniejszym czasie.

Marta: W naszej rozmowie pojawiła się jeszcze jedna rzecz: te koligacje, powiązania, takie „żywieckie nitki”, które łączą wszystkich ze wszystkimi.

Krzysztof: Tak, to jest niesamowite. U mnie w rodzinie jest też powiązanie z postacią ważną dla historii browaru: poprzez moją Babcię i Mamę jestem spokrewniony z rodziną Karola Matlaka, wieloletniego dyrektora browaru z lat 1973-1990.

Marta: I nagle się okazuje, że w Żywcu wszyscy są z jednego miejsca, a browar jest jak wspólny punkt na mapie.

Krzysztof: Dokładnie. I w tym jest coś ciepłego, że to miejsce nie jest oderwane od miasta. Ono jest w środku tej tkanki.

Marta: Co dla Ciebie osobiście znaczy praca w browarze?

Krzysztof: To jest pasja, ale i zobowiązanie. Wobec ludzi, którzy byli tu przed nami i wobec tych, którzy przyjdą po nas. Chciałbym, żeby kolejne pokolenia otrzymały browar w jak najlepszej kondycji. To jest takie poczucie: ja jestem tylko na fragmencie tej historii, ale ten fragment ma znaczenie.

Marta: I to jest chyba esencja wielopokoleniowości, że ktoś Ci to zostawił, a Ty chcesz przekazać dalej.

Krzysztof: Właśnie tak.

Marta: To spróbujmy na koniec: czym jest dla Ciebie Browar w Żywcu, w jednym zdaniu?

Krzysztof: Bardzo ważnym miejscem. Takim, o którym nie przestajesz myśleć, nawet po pracy. Bo zawsze masz w głowie: co jeszcze poprawić – usprawnić, co zrobić lepiej, aby piwo było o jak najlepszej jakości.

Marta: A czym jest browar dla miasta?

Krzysztof: Wizytówką. Marką, z którą Żywiec kojarzy się w Polsce, i która przetrwała różne zawieruchy czasu i historii Żywiecczyzny. I wciąż się rozwija.

Marta: I chyba dlatego tak często mówimy o nim jak o części życia, nie tylko pracy.

Krzysztof: Bo zdecydowanie tym jest. Marta, Bardzo Ci dziękuje za rozmowę.

Ta historia zaczęła się u mnie w domu, bo Browar w Żywcu był obecny w moim życiu od zawsze – w opowieściach, codziennych rozmowach i w historii mojej rodziny. Mój tata, Jerzy Czarnik, przez ponad 40 lat pracował tu jako technolog i piwowar, współtworząc piwo, które znamy dziś. Ja od kilku lat rozwijam się w dziale komunikacji, opowiadając o tym miejscu i jego znaczeniu. To nie jest dla mnie tylko praca. To historia, która zaczęła się dużo wcześniej i którą dziś mam okazję pisać dalej.

Marta Czarnik: Marzyłam o pracy w browarze. Od zawsze. I o tym, żeby kiedyś móc tak po prostu usiąść i z Tobą o tym porozmawiać… też. Pomyślałeś kiedykolwiek, że przyjdzie taki moment, że będziemy tu razem, tylko każde z nas w swojej roli?

Jerzy Czarnik: Nie myślałem o tym wprost. Kiedy zaczynałem, po prostu robiło się swoje, dzień po dniu. Ale dziś, kiedy na to patrzę, to widzę, że ta historia nie skończyła się na mnie, że ona po prostu potoczyła się dalej. I że najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że Ty też stałaś się jej częścią na swój własny sposób.

Marta: U mnie to chyba zaczęło się dużo wcześniej, niż się wydaje.
Zanim pomyślałam o pracy, zanim wiedziałam, czym chcę się zajmować. Browar po prostu był. W tle codzienności. W rozmowach. W historiach. Pamiętam, jak opowiadałeś o pracy. Nie jak o obowiązku. Raczej jak o czymś ważnym. Wydaje mi się, że to zbudowało we mnie poczucie, ze praca jest pasją, że powinna być pasją. Kiedy zabierałeś mnie do biura i opowiadałeś o procesach, których wtedy nie rozumiałam, wiedziałam, że to dla Ciebie ważne. I ja to zapamiętałam.

Tata: Wiesz dla mnie to była codzienność. Chciałem Ci pokazać kawałek swojego świata. Pamiętam, jak chodziliśmy po browarze, Ty patrzyłaś na te wszystkie kadzie, rury, zawory… i zadawałaś mnóstwo pytań. Czasem śmiałem się w duchu, że tłumaczę Ci rzeczy, które są jeszcze za trudne, ale i tak chciałem Ci je pokazać. Nie myślałem wtedy, że to aż tak zostanie. Ale dziś, kiedy słyszę, że to zapamiętałaś,
to mam poczucie, że to wszystko miało jeszcze większy sens.

Marta: Te spacery po browarze to było coś. Pamiętam taki moment, jak pracowałeś razem z zespołem z browaru nad recepturą Żywiec Białe. Siedziałeś, notowałeś coś, wracałeś do tego, zastanawiałeś się, jak to zrobić, żeby było dokładnie takie, jak powinno. Dla mnie to było niesamowite: widzieć, że piwo tak „po prostu nie powstaje”, tylko że ktoś je naprawdę tworzy. Że za tym stoi myślenie, próby, poprawki i taka cicha determinacja, żeby zrobić coś dobrze. Wtedy chyba pierwszy raz naprawdę zrozumiałam, co masz na myśli, mówiąc, że to nie jest produkcja. Tylko… tworzenie.

Tata: Doskonale to pamiętam. Przy piwach takich jak Żywiec Białe to było szczególnie ważne, bo z jednej strony szukaliśmy czegoś nowego, a z drugiej cały czas pamiętaliśmy, co jest fundamentem.

Marta: A pamiętasz, jak mówiłeś, że pracujesz z małymi organizmami? Że drożdże potrafią być nieprzewidywalne, że trzeba je rozumieć, wyczuwać. I że właśnie dlatego nie da się tej pracy sprowadzić tylko do procesu. Te opowieści o drożdżach zawsze mnie wciągały.

Tata: No tak, często Ci o tych drożdżach opowiadałem, wiedziałem, że lubisz tego słuchać. Bo wiesz, w warzeniu to naprawdę nie jest tak, że wszystko działa według schematu. Naprawdę pracujemy z małymi, ale żywymi organizmami. Trzeba o nie dbać, czasem zareagować w odpowiednim momencie, przypilnować, żeby wszystkie były w dobrej formie.

Marta: Pamiętasz moment, w którym poczułeś, że to już nie tylko praca?

Tata: Chyba nie było jednego momentu. To się działo. Najpierw była nauka, praktyki, studia, a potem nagle złapałem się na tym, że myślę o tym cały czas. Ja pamiętam, że już na początku bardzo mnie to wciągnęło: to kombinowanie, sprawdzanie, co się stanie, jak coś zmienisz. I wtedy poczułem, że to nie jest tylko robota do odhaczenia, tylko coś, co naprawdę mnie ciekawi. A później, im dłużej pracowałem, tym bardziej miałem poczucie, że coś tworzę. Że to nie jest przepis z książki, tylko własne decyzje, własne doświadczenie.

Marta: A który moment Twojej pracy był dla Ciebie szczególnie ciekawy?

Tata: Kiedyś wszystko robiło się ręcznie. Każdy etap warzenia piwa trzeba było pilnować samemu. Zawory, pompy, czas… wszystko było w rękach człowieka. Byłem świadkiem naprawdę ogromnej zmiany technologicznej i bycie tego częścią było bardzo ciekawe.

Marta: A jak patrzysz na to dziś, co zmieniło się najbardziej?

Tata: Technologia. Dziś większość robią systemy i komputery. Ale jedno się nie zmieniło:
człowiek nadal musi wiedzieć, co robi.

Marta: No to, czy uważasz, że w tej pracy jest coś, co w ogóle się nie zmieniło?

Tata: Myślę, że to podejście tak naprawdę się nie zmienia. To poczucie, że trzeba to zrobić dobrze, nie „jakoś”, tylko naprawdę dobrze. Bo wiesz, że to nie kończy się na Tobie. Że to, co robisz, idzie dalej do ludzi. Ktoś to wypije, ktoś to z czymś skojarzy, ktoś do tego wróci. I bierzesz za to odpowiedzialność. I chyba właśnie to jest w tej pracy ważne, że nie robisz tylko dla siebie. A teraz ja Ciebie zapytam, co Ty czujesz, kiedy tu pracujesz?

Marta: Całkiem szczerze, to czuję dumę. To miejsce zawsze było gdzieś obok: w historii miasta, w rozmowach, w domu, w Twoich opowieściach.  I chyba dlatego było dla mnie oczywiste, że kiedyś tu trafię. Niektóre historie po prostu toczą się dalej.

Na co dzień pracuje w laboratorium Browaru w Żywcu i dba o to, żeby każde piwo smakowało tak, jak powinno. Ale gdy kończy zmianę, zamienia laboratoryjny fartuch na góralski strój, wkłada kapelusz i wychodzi… tańczyć żywieckiego hajduka. Jakub łączy dwa światy, które w Żywcu od zawsze idą ze sobą w parze: browar i tradycję.

Z Browarem w Żywcu jesteś związany od 2024 roku. Na co dzień pracujesz w laboratorium, a po pracy tańczysz?
Tak i w sumie dla mnie to się wszystko łączy (uśmiech). W browarze jestem od 2024 roku, ale z folklorem żyję już od ponad 13 lat, właściwie odkąd pamiętam. To nie jest hobby, które się „zaczęło”, tylko coś, co zawsze było obok mnie. Zespół regionalny „Ziemia Beskidzka”, próby, występy to jest kawał mojego życia, jego ważna część. A Browar?
On też zawsze gdzieś był w tle. Dorastałem tutaj, widziałem to wszystko od małego: ludzi, wydarzenia, koncerty, tę energię. Mój tata również był związany z browarem, więc naturalnie od dziecka łączyło mnie to miejsce. Mam poczucie, że jestem dokładnie tam, gdzie powinienem.

A skąd u Ciebie to zamiłowanie do folkloru? Rodzinne korzenie?
Zdecydowanie. Babcia jest muzykiem, prowadziła kilka zespołów od strony muzycznej, tata też był związany z tym środowiskiem, kuzyn również. Dorastałem w regionie, gdzie folklor jest czymś codziennym. Nie trzeba go szukać, bo on jest wokół. On jest częścią życia Żywczan.

Co Ci daje taniec w zespole i udział w takich wydarzeniach jak Tydzień Kultury Beskidzkiej?
To jest część mojego życia. Nie wyobrażam sobie tego inaczej. I dopóki starczy sił, będę tańczył. Bardzo się czuję związany z Żywiecczyzną i folklorem. Dzięki takim wydarzeniom mogę też podróżować, poznawać inne kultury i zespoły. Ale najważniejsze jest to, że możemy dzielić się naszą własną. To ma dla mnie największą wartość.

Jakie tańce wykonujecie w zespole?
Tańczymy wszystko, co jest nasze, żywieckie. W repertuarze mamy tańce górali Żywieckich takie jak: koń, siustany, obyrtka i hajduk . Każdy z tych tańców ma swój charakter, ale wszystkie mają jedną wspólną cechę: energię.

Mówisz o energii tańca, które są jak energia regionu i żyjących tu ludzi. Co wyróżnia tę kulturę i dlaczego jest taka ważna dla regionu?
To widać od razu w nas: w strojach, tempie, życiu. Te tańce są dokładnie takie jak ludzie stąd: żywi, charakterystyczni, autentyczni. To coś, co buduje tożsamość miejsca.

Myślisz, że to miejsce byłoby inne bez tych wydarzeń i też bez wsparcia samego browaru? Czy ludzie to łączą?
Jak najbardziej. Jest mnóstwo wydarzeń, które wyglądałyby inaczej albo w ogóle by ich nie było. Tydzień Kultury Beskidzkiej, Dni Żywca, Gody Żywieckie, a w ostatnich latach też Męskie Granie. Fajne jest to, że to wszystko jest kontynuowane i że mieszkańcy, którzy tego doświadczają pamiętają te wydarzenia od lat. To buduje w nich poczucie wspólnoty, dumy z tego miejsca i przynależności do regionu.

Które z tych wydarzeń jest dla Ciebie najważniejsze?
Tydzień Kultury Beskidzkiej to zdecydowanie numer jeden. Ale też Męskie Granie, szczególnie w Żywcu. No i to, że pracownicy mogą dostać bilety, to naprawdę super sprawa. To duże wydarzenie na skalę całej Polski.

Wiem, że studiowałeś w Katowicach. Ciągnęło Cię z powrotem?
Bardzo. Szczerze? Tylko czekałem, żeby się spakować i wrócić. Tu mam góry na wyciągnięcie ręki: Pilsko, Klimczok, Grojec. Rano wstaję i je widzę. Tego się nie da zamienić na nic innego.

Co Twoim zdaniem wyróżnia Żywiec na tle innych miast?
Widoki i Browar. Naprawdę. Jeżdżę do browaru na 6:00 rano i te wschody słońca, które mam okazję widzieć, te mgły nad górami, to jest coś niesamowitego. I za każdym razem robi wrażenie.

Dziękujemy za rozmowę!

Arcyksiążęcy Browar w Żywcu świętuje w tym roku 170-lecie i z tej okazji nasi piwowarzy wrócili do stylu warzonego od początku istnienia browaru na Pawlusiu.

Żywiec Jubileuszowe to lager, w którym miedziano-bursztynowa barwa i chlebowo-tostowy aromat przypominają, jak smakowało piwo sprzed półtora wieku. Lekkość słodu monachijskiego równoważy w nim subtelna goryczka, więc pije się je łagodnie, najlepiej schłodzone do temperatury od 6 do 8°C.

Rocznicowy charakter piwa oddają również jubileuszowe etykiety z parą Krakowiaka i Krakowianki. Tańcząca para zdobi żywieckie piwo od 1956 roku, kiedy Żywiec trafił na rynek w USA. Nasza para przetrwała kolejne dekady i stała się jednym ze znaków rozpoznawczych nie tylko samego Żywca, ale także jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskich produktów na świecie.

Taka okazja zdarza się raz na 170 lat!
Jubileuszowym możecie cieszyć się w całej Polsce, ale tylko u nas nalewamy je tam, gdzie przez dziesięciolecia dojrzewało żywieckie piwo, w dawnych piwnicach leżakowych browaru, znajdujących się pod działającym browarem!

Zderzenie historii, klimatu i samego miejsca ze smakiem właśnie uwarzonego Marcowego robi na naszych gościach duże wrażenie. Jubileuszowe jest najchętniej wybieranym piwem w naszym muzealnym barku.

Zapraszamy do Żywca!
Obchody 170-lecia trwają przez cały rok. Od początku 2026 r. nasze muzeum działa w nowej odsłonie po kompleksowej rewitalizacji. Na naszych gości czekają odświeżone ekspozycje i nowe strefy, wśród nich Sala Natura poświęcona surowcom piwowarskim, Sala PRL czy – zupełna nowość – Sala Żywiec Męskie Granie ze sprzętem koncertowym i pamiątkami z tras.

Do zobaczenia w Żywcu!

Muzeum Browaru Żywiec ponownie otworzyło swoje drzwi po kompleksowej rewitalizacji, wpisującej się w obchody 170‑lecia Arcyksiążęcego Browaru oraz 20‑lecia Muzeum Browaru. Odświeżone ekspozycje, nowe strefy tematyczne i interaktywne elementy zapraszają do odkrywania historii browaru w nowoczesnej, angażującej formie.

Sala Natura
Zrewitalizowana przestrzeń wprowadza w świat surowców piwowarskich. Zwiedzający mogą zobaczyć, dotknąć i poczuć aromaty podstawowych składników piwa, zanurzając się w multisensorycznym doświadczeniu pokazującym, dlaczego natura od zawsze jest sercem piwowarstwa.

Sala Wojna
Ekspozycja w wyważony sposób opowiada o funkcjonowaniu browaru w czasie II wojny światowej, podkreślając ciągłość produkcji oraz rolę i odwagę jego pracowników. Narrację uzupełniają archiwalne filmy i wywiady, m.in. z Marią Krystyną Habsburg.

Sala PRL
To nowa przestrzeń muzeum, wypełniona licznymi, intrygującymi eksponatami, które przenoszą zwiedzających do typowego mieszkania z tamtych lat. Ekspozycja pokazuje czas braków surowców, ograniczeń i wyzwań, z jakimi mierzyło się życie codzienne i przemysł oraz podkreśla znaczenie browaru, który starał się być dla ludzi namiastką normalności.

Sala Marki Żywiec
Pozwala spojrzeć na piwo z perspektywy współczesności i globalnego kontekstu. W centrum ekspozycji znajdują się piwa będące dumą browaru – wyjątkowe receptury prezentowane na tle multimedialnej mapy stylów piwnych i obecności Żywca na mapie piw świata. Interaktywne elementy zachęcają do zabawy, odkrywania historii reklamy oraz budowania osobistej relacji z marką.

Sala Żywiec Męskie Granie
W tej przestrzeni można zobaczyć oryginalny sprzęt koncertowy oraz pamiątki z tras. Klimat muzycznej sceny dopełniają zrewitalizowane elementy barowe, tworząc przestrzeń łączącą piwo, muzykę i wspólne przeżywanie emocji.

Nowa recepcja
Nowa aranżacja wprowadza gości w świat browaru, jego historii i tradycji, zachęcając do dalszego zwiedzania.

Poznaj 170 lat historii Browaru Żywiec w nowoczesnej, interaktywnej odsłonie, w miejscu, gdzie tradycja spotyka się ze współczesnością

Zaplanuj wizytę już dziś.

Już w najbliższy weekend, 5-7 grudnia 2025, Rynek w Żywcu zamieni się w świąteczne centrum spotkań. Gorąco zapraszamy do wzięcia udziału w Żywieckim Jarmarku Bożonarodzeniowym, gdzie w tym roku bawimy się pod hasłem „Żywiec po sąsiedzku”.

Chcemy, by był to czas spotkań, dobrej zabawy i odkrywania tego, co mamy tuż obok. Specjalnie dla Was przygotowaliśmy wyjątkową Strefę Ż, pełną atrakcji dla mieszkańców i turystów.

Co czeka na Was w naszej strefie?

  • Gra miejska z nagrodami
  • Ogrzewany namiot z barem Żywca
  • Świąteczna fotobudka

Nasza strefa na Rynku będzie otwarta od piątku do niedzieli w godzinach 9:00 – 20:00.
Szczególnie zapraszamy do udziału w Grze Miejskiej w następujących godzinach:

  • Piątek: 14:00 – 18:00
  • Sobota – Niedziela: 10:00 – 18:00

Niech ten pierwszy weekend grudnia będzie okazją do wspólnego świętowania tradycji i sąsiedzkiej bliskości. Do zobaczenia na Rynku!

Widzimy się?

W ubiegły piątek, 19 września 2025 roku, powitaliśmy półtoramilionowego zwiedzającego w naszym muzeum. Był nim pan Bartosz Ciba z województwa dolnośląskiego – pasjonat piwa i piwowar domowy, który nie krył radości, że to właśnie jemu przypadło to wyjątkowe wyróżnienie.

Od otwarcia w 2006 roku odwiedziło nas już ponad 1,5 miliona osób z całego świata. W ciągu niespełna dwóch dekad nasze muzeum stało się jedną z największych atrakcji turystycznych Żywiecczyzny i obowiązkowym punktem dla wszystkich, którzy chcą poznać historię browaru, piwa i regionu.

Nasza ekspozycja mieści się w zabytkowych piwnicach leżakowych browaru i obejmuje ponad 1650 m² powierzchni oraz 1200 unikalnych eksponatów. Od początku łączymy tradycję z nowoczesnością – obok historycznych zbiorów nasi goście mogą korzystać z multimedialnych instalacji i interaktywnych atrakcji, które dodatkowo wzbogacają opowieść o Żywcu i jego piwowarskim dziedzictwie.

Największą dumą naszego muzeum jest jednak zespół ludzi, którzy je tworzą. To przewodnicy i pracownicy, którzy przez lata osobiście powitali i oprowadzili już 1,5 miliona osób. Z pasją opowiadają o piwie, procesie warzenia i niezwykłej historii browaru, a także o kulturze i tradycjach Żywiecczyzny, z którą browar jest nierozerwalnie związany.

Równie ważni są jednak nasi goście – to dzięki Wam muzeum żyje i rozwija się z roku na rok. Odwiedzają nas nie tylko turyści z Polski i Europy, ale także z tak odległych zakątków jak Japonia, Chiny, USA, Kanada, Australia, Brazylia czy RPA. To Wasza obecność sprawia, że jesteśmy miejscem spotkań kultur i prawdziwym ambasadorem Żywca na świecie!

Dziękujemy wszystkim, którzy przez lata nas odwiedzili, i zapraszamy kolejnych gości, by razem z nami odkrywali wyjątkową historię Browaru w Żywcu. 🍺

Do naszego sklepiku muzealnego trafiła wyjątkowa nowość – Trampki Ż. To pierwsze brandowane trampki stworzone przez markę Żywiec, zaprojektowane we współpracy z Big Star. To pamiątka, której nie trzeba trzymać na półce – można ją od razu założyć i cieszyć się nią na co dzień.

Trampki Ż swoją premierę miały tego lata jako nagroda w loterii Żywca i od razu wzbudziły ogromne zainteresowanie. Teraz możecie je kupić wyłącznie u nas – w sklepiku Muzeum Browaru w Żywcu – jako unikalną i kolekcjonerską pamiątkę.

Serdecznie zapraszamy do Muzeum Browaru w Żywcu. U nas poznacie historię piwa, zobaczycie, jak powstaje, i spróbujecie go tam, gdzie smakuje najlepiej – w samym sercu Żywca. A przy okazji możecie zabrać ze sobą coś naprawdę wyjątkowego – własną parę Trampków Ż!

Do zobaczenia w Żywcu!

To lato zapowiada się wyjątkowo — marka Żywiec ruszyła w trasę po Polsce z Kamperem Ż, mobilnym punktem spotkań, który odwiedzi wiele miast w całym kraju. To część kampanii „Chce się Ż w Polsce”.

Kamper Ż będzie zatrzymywać się w różnych miejscach, by serwować dobrą energię, smak i trochę letniego luzu, dlatego warto wypatrywać go w swoim mieście i dać się porwać tej atmosferze.

Zobaczcie, skąd wystartował Kamper Ż:
Więcej odcinków znajdziecie na naszym kanale YouTube.

A równolegle trwa także tegoroczna edycja Męskiego Grania, której głównym sponsorem tradycyjnie jest Żywiec. To już 16. odsłona tej kultowej muzycznej trasy, która tego lata zawita do Żywca, Poznania, Gdańska, Szczecina, Wrocławia, Krakowa i Warszawy, łącząc najlepszą polską muzykę, niezwykłe koncertowe emocje i tysiące ludzi gotowych celebrować wspólnie letnie wieczory.

Być może spotkamy się właśnie tam — w trasie Kampera Ż, na jednym z koncertów Męskiego Grania, albo w Muzeum Browaru w Żywcu, gdzie od lat dzielimy się historią i smakiem piwa, które łączy ludzi.

Do zobaczenia!

15-lecie Męskiego Grania świętujemy przez cały rok – również w Muzeum Browaru Żywiec!

Od teraz podczas zwiedzania możecie zatrzymać się w wyjątkowej przestrzeni inspirowanej kultowym festiwalem. W naszej specjalnie zaaranżowanej sali czeka na Was muzyczny klimat Męskiego Grania – z poczęstunkiem i… sceną MG!

Muzeum Browaru serwuje gościom zwiedzającym poczęstunek w kultowej sali – to idealne miejsce, by złapać oddech, napić się czegoś dobrego i poczuć atmosferę, która łączy piwo, muzykę i dobrą energię.

Chwyć za gitarę, uderz w bębny, albo po prostu posłuchaj i daj się porwać atmosferze. Niezależnie od tego, czy jesteś muzykiem, fanem dźwięków czy po prostu szukasz dobrego miejsca, by spędzić czas – tu znajdziesz swój przystanek.

Bo my Was też bardzo!

Zapraszamy do Muzeum Browaru Żywiec – poczuj klimat Męskiego Grania z bliska.