Halo halo!
Dowodziki do kontroli!

STRONA DOSTĘPNA JEST TYLKO DLA UŻYTKOWNIKÓW PEŁNOLETNICH!

Wyjątkowa kobieta na kartach historii Żywiecczyzny. Z pochodzenia Szwedka, z przekonania Polka – Alicja Habsburg, żona Arcyksięcia Karola Olbrachta do dziś może stanowić wzór patriotyzmu, wierności i siły. Warto poznać bliżej tę wyjątkową osobistość.

Maria Krystyna Habsburg w swoich wspomnieniach często przywoływała swoją matkę Alicję. Opisywała ją jako piękną arystokratkę, o silnym charakterze, wrażliwą na ludzką krzywdę, wierną zasadom, rodzinie i ojczyźnie, która w obliczu zagrożenia przedkładała dobro bliskich i ojczyzny nad własne życie.

Alicja pochodziła ze znanej szwedzkiej, protestanckiej rodziny Ankarcrona. Urodziła się 18 grudnia 1889 roku w Hӧlӧ w Szwecji, w domu pierwszego łowczego dworu szwedzkiego. Swojego pierwszego męża, hrabiego Ludwika Badeniego, poznała w Sztokholmie. Pobrali się w 1911 roku, a tuż przed ślubem Alicja przeszła na katolicyzm. W 1912 roku urodził się ich syn Kazimierz. Jednak kilka tygodni po urodzeniu dziecka Ludwik poważnie zachorował i zmarł w 1916 roku.

W 1920 roku Alicja ponownie wyszła za mąż za Arcyksięcia Karola Olbrachta. Zamieszkała w Żywcu, gdzie nauczyła się języka polskiego, poznała polską tradycję i kulturę. Z małżeństwa zrodziło się czworo dzieci: Karol, Maria Krystyna, Aleksander (zmarł w wieku 2 lat) oraz Renata. Dzieci Habsburgów otrzymały patriotyczne, katolickie wychowanie zgodnie z dewizą „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Kiedy wybuchła II wojna światowa gestapo aresztowało arcyksięcia Karola Olbrachta, a majątek Habsburgów został skonfiskowany. Kiedy Niemcy uchylili areszt księżnej i jej dzieciom, Alicja zaangażowała się w działalność konspiracyjną. Do jej zadań należało prowadzenie nasłuchu obcych radiostacji. Uzyskane przez Alicję informacje trafiały do biuletynów informacyjnych Związku Walki Zbrojnej. Alicja działała w służbie łączności w szeregach ZWZ, a następnie w Armii Krajowej. Została zaprzysiężona w nocy w żywieckim parku. Otrzymała pseudonim „Alicja” oraz stopień szeregowca. Działalność konspiracyjną postanowiła ukryć przed rodziną. Alicja czuła się Polką, darzyła sympatią Polaków i czuła ogromny obowiązek wobec Polski. Stawała po stronie słabszych i zawsze broniła swoich. Gestapowcy w swoich raportach opisywali ją jako „fanatyczną Polkę”, która „mimo szwedzkiego pochodzenia jest Polką do szpiku kości”.

W 1940r. rodzina Habsburgów została wysiedlona z Żywca i trafiła do domu w Wiśle zlokalizowanego naprzeciwko jednostki gestapo, a następnie do chaty pod lasem bez sanitariów, bez wody. Alicja kontynuowała swoją działalność konspiracyjną. Nieprzerwanie przewoziła meldunki do punktu kontaktowego, który mieścił się w jednym ze sklepów w Cieszynie. Bardzo cenne dla zbrojnego podziemia były jej kontakty ze szwedzką ambasadą w Berlinie. Uczestniczyła w akcji niesienia pomocy więźniom oświęcimskim i jeńcom radzieckim. Przemyciła do Berlina, do poselstwa szwedzkiego, dokumentację potwierdzającą eksterminację narodu polskiego. Dokumenty przekazała posłowi szwedzkiemu w Berlinie, Arvidowi Richertowi. Pronazistowski poseł odmówił jednak przekazania ich swoim zwierzchnikom i dokumenty zniszczył na oczach Alicji. Równocześnie Arcyksiężna dążyła do uwolnienia męża. Brat jej przyjaciółki z młodości, Seven Hedin, wstawił się w jej imieniu u Himmlera. Interwencje u króla włoskiego Wiktora Emanuela III oraz władcy Hiszpanii Alfonsa XIII i Szwecji Gustawa V przyniosły skutki. Karol Olbracht został przewieziony do sanatorium niedaleko Berlina, a końcem 1941 roku wrócił do rodziny w Wiśle. Rok później rodzina została jednak deportowana do gospodarstwa rolnego zarządzanego przez SS koło Weimaru w Turyngii. Nie wolno im było się kontaktować z innymi Polakami, ani opuszczać miejsca zamieszkania.

Po wojnie majątek Habsburgów został upaństwowiony. Habsburgowie wyjechali do Szwecji, gdzie w 1951 r. zmarł Karol Olbracht. W Sztokholmie wdowa wiodła proste życie, nadal śledziła losy Polski. Za swą działalność konspiracyjną została odznaczona Krzyżem Walecznych oraz Honorową Odznaką za działanie w Armii Krajowej. Po wojnie uczestniczyła w procesie oprawców z Oświęcimia. W wieku 85 lat wydała książkę, która pojawiła się na rynku szwedzkim. Była to autobiografia zatytułowana „Księżniczka i Partyzant”. Zmarła 26 listopada 1985 roku przeżywszy 96 lat.


Źródło: Tracz A. i Błecha K. – „Księżna – wspomnienia o Polskich Habsburgach”.

Wielka patriotka, którą los rzucał po Europie, lecz zawsze pozostała wierna swoim korzeniom, a myśli układały się w głowie po polsku niezależnie w jakim języku się wypowiadała. Maria Krystyna Habsburg na zawsze pozostała pod wpływem lat młodości spędzonych w Żywcu.

Podobnie jak jej rodzeństwo, była wychowywana w dość surowym rygorze. Na zamku obowiązywała dworska etykieta. Łamanie zasad było karane, ale jak pisze w swoich wspomnieniach: „Byłam bardzo pyskata, chodź dziewczynki uczono pokory i grzeczności. Przyznaję, że byłam łobuzem i częste kłótnie i bójki były najczęściej wywoływane przeze mnie. (…). Kiedyś za karę musiałam siedzieć sama na korytarzu. Wisiały tam obrazy sławnych przodków, obróciłam się do ściany i posmarowałam buty królowej Hiszpanii. Była straszna awantura. Od ojca dostałam lanie. Od tamtego czasu z wielkim szacunkiem patrzyłam na wysmarowany przeze mnie portret.”

Surowe wychowanie nie dotyczyło tylko zachowania, ale również stroju. „Nie mogłam sobie kupić sukienki, takiej jaka mi się podobała, czy też nowych bucików. Rzeczy nosiłam dotąd, dopóki nie były zniszczone. Czasami zdarzało się, że nosiliśmy buty zelowane, a nasze ubrania stawały się już niemodne”.

Habsburgowie bardzo też dbali o wykształcenie swoich dzieci dlatego w zamku zatrudniono zespół starannie dobranych nauczycieli. Maria Krystyna oprócz języka polskiego uznanego za ojczysty znała angielski, francuski, niemiecki, łacinę oraz włoski.

W 1939 roku spokojne życie na zamku przerwała wojna. Zajęto majątki Habsburgów, aresztowano Karola Olbrachta, rodzinę wysiedlono z Żywca. Po drugiej wojnie światowej została wraz z rodziną zmuszona do wyjazdu z kraju. Kilka lat mieszkała w Szwecji, a później wyjechała do Szwajcarii. W 1970 roku wstąpiła do Związku Polskich Kawalerów Maltańskich i zajęła się działalnością charytatywną.

Księżna określała Polskę trzema słowami: „Bóg, honor, ojczyzna”, a emigrację do Szwecji: „…Ciemno, zimno, mokro i ponuro”. Wychowana w duchu miłości do ojczyzny – Polski, nigdy nie przyjęła obcego obywatelstwa, była bezpaństwowcem aż do roku 1993 kiedy to zwrócono jej polski paszport „Ten dzień był jednym z najpiękniejszych w moim życiu”.

Działania władz miasta doprowadziły do powrotu Marii Krystyny Habsburg do jej ukochanego Żywca w 2001 roku. Wtedy mówiła o sobie z uśmiechem: „…byłam kopciuszkiem a teraz jestem VIP-em”. Pytana czy tęskniła za krajem, odpowiadała: w Polce jest wszystko: wspaniałe góry, jeziora, morze, wspaniała roślinność. Za tym wszystkim tęskniłam, nawet gdy mówię po szwedzku, niemiecku czy francusku, myślę po polsku. Polska jest dla mnie – non plus ultra – wartością najwyższą”.

Księżna Maria Krystyna Habsburg zmarła nagle 2 października 2012 roku. Tak jak w dniu jej urodzin, tak w dniu jej śmierci w Żywcu zabiły dzwony Konkatedry w Żywcu. Została pochowana w Kaplicy Habsburgów.


Źródło: Tracz A, Błecha K, Księżna. Wspomnienia o Polskich Habsburgach, 2009.

W dzisiejszym świecie piwo cieszy się ogromnym zainteresowaniem, nie tylko od strony jego wytwarzania i konsumpcji. Coraz więcej pytań pojawia się także o jego genezę historyczną, wpływ na społeczeństwo oraz obyczaje. Jednym z ciekawszych pytań, jakie możemy zadać brzmi: Czy kobiety miały kiedyś cokolwiek wspólnego z piwem?

Na pierwszy rzut oka, sugerując się stereotypami jakie przynosi nam kultura masowa, odpowiedź brzmi „nie”. Kto z nas nie zna reklam telewizyjnych, scen z filmów i seriali, czy nawet internetowych memów przedstawiających mężczyzn przy kadzi, serwujących piwo lub raczących się złotym trunkiem w pubie, czy podczas oglądania meczu ulubionej drużyny?

Warto jednak przyjąć szerszą, bardziej odległą perspektywę, bo dzięki temu obraz znacząco się zmienia. Już od zarania dziejów, piwo było przygotowywane właśnie przez kobiety, będące strażniczkami domowego ogniska. Warzenie piwa było jednym z zajęć gospodarskich na równi z dojeniem krów czy gotowaniem obiadu. Mężczyźni zajęci byli wówczas zdobywaniem pożywienia w trakcie polowań lub udziałem w toczących się walkach i wojnach. Według historyka i pisarki Jane Peyton, to właśnie kobiety stoją za stworzeniem napoju, który jest dziś trzecim najpopularniejszym na świecie po wodzie i herbacie. Według niej już w starożytnej Mezopotamii to właśnie niewiastom powierzano zadanie warzenia piwa i prowadzenia tawern. Być może kierowano się tu faktem, że w starożytnych kulturach Mezopotamii, Babilonii i Egiptu pieczę nad sferą piwa sprawowali nie bogowie, a boginie – odpowiednio Izyda, Isztar i Ninkasi.

W Skandynawii, sytuacja wyglądała podobnie. To właśnie kobiety posiadały wyłączność w kwestii zajmowania się warzeniem piwa, a starożytni Finowie wierzyli, że piwo zostało stworzone przy udziale trzech kobiet, śliny niedźwiedzia i miodu dzikich pszczół. W czasach nam nieco bliższych, czyli w XVI – wiecznej Anglii istniała instytucja tzw. żon piwnych, które przygotowując piwo w domu znacznie przyczyniały się do zasilenia domowego budżetu. W północnych Niemczech panny otrzymywały w posagu narzędzia przydatne do wyrobu piwa. Inną sytuacją, dla nas dzisiaj niepojętą, był fakt, iż karmiące matki zachęcano do picia piwa, w celu zwiększenia ilości pokarmu, ponieważ jęczmień wpływa na laktację, a gotowane w trakcie przygotowywania piwo było uważane za bezpieczniejsze do konsumpcji niż woda.

Niestety, w Europie wraz z rozwojem chrześcijaństwa, rola kobiet w warzeniu piwa zaczęła maleć. Piwowarstwo stało się domeną mnichów, którzy „odkryli” m.in. chmielenie piwa. Okrutny los spotkał Katarzynę von Bora, która po poślubieniu Marcina Lutra, została odsunięta od zawodu piwowarki w jednym z klasztorów. Męską dominację w dziedzinie piwa pogłębiła jeszcze bardziej rewolucja przemysłowa.

W dobie współczesnej piwnej rewolucji, kobiety coraz częściej i chętniej trudnią się piwowarskim zajęciem. Warzą piwo w domach, tworzą własne receptury i startują z powodzeniem w piwowarskich konkursach. Stanowią część kadry małych i dużych browarów. Są technologami, zarządzają oddziałami produkcyjnymi. Można więc stwierdzić, że w pewnym sensie historia kobiecego piwowarstwa zatacza koło.


Źródła: Błońska A., Piwowar była kobietą w: https://kopalniawiedzy.pl/Jane-Peyton-piwo-warzelnictwo-piwowarstwo-kobiety,10038, Gilbert Delos „Piwa Świata” 2002 r., https://targipiwne.pl/profesjonalizacja-piwowarstwa/ (zdj.), wiedza własna.

Piwowarstwo na przestrzeni wieków bardzo się zmieniało – z gospodarskiego zajęcia przekształciło się w potężną gałąź przemysłu. Warto przyjrzeć się tym zmianom od nieco innej strony – ubioru osób, które zajmowały się warzeniem piwa!

Strój piwowara był wyrazem jego pozycji w browarze. Ciężkie warunki pracy ograniczały funkcje reprezentacyjne ubioru na rzecz aspektu praktycznego. Pierwsze stroje żywieckich piwowarów odzwierciedlały wzory i modę popularną wśród austriackich oraz czeskich browarników. Stroje te były dostosowane do zmiennych warunków pracy tj. różnych temperatur panujących na zewnątrz oraz na oddziałach produkcyjnych.

Galicyjski piwowar przemieszczał się pomiędzy oddziałami, koordynując prace i sprawdzając poprawność prowadzonych procesów, więc jego strój musiał nadawać się do realizacji tego typu zadań. Zakładał on więc wysokie skórzane buty typu wojskowego z solidną podeszwą. Równie ważne były spodnie szyte z grubego sukna. W zimnych piwnicach piwowar ubierał ciepłą marynarkę typu wojskowego, a na nią długi płaszcz lub kurtkę. Elementem stałym na powierzchni była biała koszula, lub koszula zdobiona, w piwnicach zaś obowiązywały ciemne koszule. Na koszule ubierano kamizelki. Dodatkowo, pracując w piwnicach lub na warzelni, piwowar zakładał skórzany fartuch, który spełniał funkcję ochronną np. przed poparzeniem gorącą wodą. Nieodzownym elementem stroju była czapka z daszkiem materiałowym lub usztywnionym lakierowanym. Z kolei na spotkania biurowe, z klientami i dostawcami, piwowar zakładał elegancką marynarkę.

W okresie PRL-u nastąpiły zmiany w stroju piwowara. Na garnitur lub odzież służbową (szara kurtka lub spodnie) zakładał on lekki fartuch. W piwnicach obowiązywała ocieplana odzież robocza – ciemnogranatowe spodnie i kurtka.

Współcześnie w dobie komputeryzacji procesów produkcyjnych pracownicy obsługujący urządzenia nie potrzebują już odzieży o realnych funkcjach ochronnych, ponieważ niezmiernie rzadko mają do czynienia z gorącymi cieczami czy chłodnym środowiskiem pracy jakie istniało w dawnych piwnicach leżakowych. Obecnie piwowarzy mają na sobie wygodne ubrania służbowe oznaczone znakiem firmowym browaru. I to w zupełności wystarcza.


Źródło:  Spyra A., Studio Projektowe MH-ART – opracowania historyczne dla Grupy Żywiec.

Druga wojna światowa to dramatyczne wydarzenie w historii wielu europejskich miast, tak jest też w wypadku Żywca i tutejszego browaru. Na szczęście tutejsze piwowarskie tradycje okazały się silniejsze od przeciwności losu.

Żywiec został zajęty przez wojska niemieckie 3. września 1939 r. Ziemię żywiecką włączono do Trzeciej Rzeszy i podporządkowano Rejencji w Katowicach. Nazwę Żywiec zmieniono na Saybusch. Wszystkie ulice w mieście oraz tutejsze przedsiębiorstwa otrzymały niemieckie nazwy.

Właścicielem browaru był wówczas arcyksiążę Karol Olbracht Habsburg., pułkownik rezerwy Wojska Polskiego. By wspomóc swój kraj w obliczu wojny podarował on 21 Dywizji Piechoty Górskiej dwa ciężkie karabiny maszynowe, ofiarował również 100 000 zł na pożyczkę lotniczą, z czego 10 000 zł otrzymała Marynarka Wojenna. Żywieckim szkołom arcyksiążę przekazał natomiast kilkadziesiąt masek gazowych, które służyły do ćwiczeń z obrony cywilnej. Habsburgowie żywieccy czuli się Polakami, z tego względu nie podpisali listy lojalnościowej skutkiem czego arcyksiążę został uwięziony w Cieszynie a jego małżonka i córki przebywały w areszcie domowym w Wiśle.

Nad majątkiem Habsburgów ustanowiono zarząd komisaryczny podlegający Głównemu Urzędowi Powierniczemu Wschód. Browar otrzymał nazwę „Beskidenbrauerei Saybusch”. Zajmujący kierownicze stanowiska Polacy zostali zwolnieni z pracy lub przesunięci na niższe stanowiska.

Ze względu na to, że Arcyksiążęcy Browar w Żywcu doskonale znano w Niemczech, ponieważ wysyłano tam piwa żywieckie już w XIX w., nie został on ograbiony jak inne żywieckie fabryki. Przeciwnie, kilka niemieckich firm toczyło walkę o jego przejęcie. Poziom techniczno-technologiczny zakładu był bardzo wysoko oceniany przez Niemców, co wynikało między innymi z tego, że wiele maszyn browaru wyprodukowano w niemieckich fabrykach. Browar stał się dla okupanta swoistą „perełką” i zakładem, do którego przywiązywano szczególną wagę.

Odbiorcą piwa żywieckiego byli przede wszystkim Niemcy – konsumenci bardzo wymagający. Zarządzając browarem Niemcy nie zmienili polskich receptur, ponieważ uznali je za bardzo dobre, zmienili jednak znak firmowy na Tyrolczyka. Bardzo duże ilości szkła firmowego i materiałów reklamowych wypuszczono na rynek, by jeszcze bardziej rozreklamować browar. Dzięki nowym zamówieniom produkcja rosła. Materiały i surowce do produkcji coraz większych ilości piwa browar otrzymywał w formie dostaw konsumenckich.

W czasie II wojny światowej produkowano przede wszystkim Saybuscher Quell o walorach zbliżonych do Zdroju Żywieckiego, Beskiden-Gold piwo jasne pełne przeznaczone dla armii i policji. Warzono również niewielkie ilości Portera, Ale, Export Dunkel i piwa Słodowego. Dystrybucje piwa żywieckiego powierzono Niemcom likwidując przedwojenne reprezentacje.

Niemcy znacznie zwiększając produkcję nadmiernie eksploatowali maszyny i urządzenia w zakładzie. Przejmowali większość zysku, inwestując w zakład jedynie w znikomym stopniu. Zdewastowano unikalny system chłodzenia piwnic fermentacyjnych i składowych. Straty browaru byłyby jeszcze większe, gdyby nie postawa polskich pracowników inspirowanych postawą prawowitego właściciela.

Pracownicy browaru już wcześniej przeczuwali, że Niemcy wycofując się będą chcieli zniszczyć browar. Ich obawy potwierdziło zniszczenie linii kolejowej w pobliżu browaru. Podczas ucieczki wywieziono niektóre maszyny i spalono część archiwum. Została wysadzona parowozownia. Dzięki heroicznej postawie pracowników Franciszka Bieguna, Feliksa Cholewy, Franciszka Lacha i Pawła Sobla, browar nie podzielił jej losu. Ryzykując własnym życiem przecięli w kilku miejscach kable łącząc ładunki wybuchowe z zapalnikami niwecząc w ten sposób plan całkowitego jego zniszczenia. Niemcy obawiając się oporu robotników wspartych oddziałem partyzantów, zrezygnowali z ponownej próby wysadzenia browaru i odjechali w kierunku Węgierskiej Górki. W dniu 4. kwietnia 1945 r. Żywiec został wyzwolony.

Arcyksiążęcy Browar w Żywcu został ocalony, jednak wiele polskich browarów nie miało tyle szczęścia. Tym bardziej cieszy, że wyjątkowe piwa żywieckie nadal cieszą konsumentów, a tutejsi pracownicy mogą kultywować piwowarskie tradycje.


Źródła: https://pl.wikipedia.org/wiki/Browar_w_%C5%BBywcu, https://muzeumbrowaru.pl/pl/eksponaty-muzealne/bohaterscy-browarnicy, Tracz, Błecha K. „Ostatni król Polski” Karol Stefan Habsburg, Spyra A.„Podróż przez stulecia”, Zwierzyna G, „150 lat Browaru Żywiec”- opracowanie na zlecenie GŻ, 2006.cu.

Okrągłe urodziny Browaru stanowiły nie lada wydarzenie. Jubileusz miał niezwykłą oprawę. Zaproszono wielu znamienitych gości. W 1956 roku, 100-lecie browaru świętowano w Żywcu z wielką pompą!

Obchody upamiętniające stulecie powstania browaru miały charakter bezprecedensowy. Uroczystości zyskały bardzo podniosłą oprawę gdzie cały zakład był udekorowany biało czerwonymi flagami, kwiatami, portretami, planszami i wykresami. Obecni byli najznamienitsi goście z Żywiecczyzny oraz wielu Polskich polityków i urzędników.

Rok 1956 jest również początkiem ekspansji piwa żywieckiego na zagraniczne rynki. Browar Żywiecki jako pierwszy eksportował piwo do Stanów Zjednoczonych. Transport na dalsze odległości wiązał się z wieloma wyzwaniami m.in. przedłużeniem daty przydatności do spożycia.

Piwowarzy z browaru wraz z naukowcami z Instytutu Fermentacyjnego w Warszawie, stworzyli piwo o przedłużonej, 6-miesięcznej trwałości, zachowując przy tym doskonały smak, z którego słynął Arcyksiążęcy Browar w Żywcu. Dzięki temu można je było produkować na eksport i transportować statkami do USA. Aby produkt osiągnął sukces eksportowy, potrzebna była dobra wizualna identyfikacja marki. Na etykietę Żywca Full Light trafiła tańcząca krakowska para mająca kojarzyć się Polonii z rodzinnymi stronami. Każda wysyłana butelka była starannie owijana w bibułkę, aby chronić cenną etykietę i zawartość. Transporty piwa docierały do USA na statkach, a tam były dystrybuowane przede wszystkim w środowiskach polonijnych.

Niestety centralnie sterowana gospodarka PRL sprawiła, że piwo żywieckie dystrybuowano przede wszystkim przez sklepy wolnocłowe. Garstka szczęśliwców mogła posmakować Żywca na pokładzie transatlantyku „Batory”. Następnymi miejscami, które przez Centrale Handlu Zagranicznego „Rolimpex” poznały smak żywieckiego piwa były Włochy i Wyspy Kanaryjskie.

W roku 1956 również swoją „premierę” w żywieckim browarze miał kapsel. To typowe jak na dzisiejsze standardy zamknięcie wyparło z użycia wcześniejszą krachlę czyli tzw. zamknięcie patentowe. Dzięki temu butelki stały się łatwiejsze do użytkowania zarówno przez browar jak i konsumentów. Zmianie uległ proces mycia, napełnianie butelki było o wiele szybsze, a same kapsle zapewniały większą szczelność.

Bezsprzecznie, jubileusz stulecia zakładu stał się kolejnym kamieniem milowym w fascynującej historii żywieckiego browaru i co ciekawe zbiegł się z wieloma ważnymi wydarzeniami, które przesądziły o jego późniejszej historii.


Źródła: Spyra A., Biuro projektowe MH-ART., opracowania historyczne na zlecenie Grupy Żywiec, Materiały własne: Kronika Browaru w Żywcu.

Tańcząca para to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów etykiety piwa Żywiec. Kiedy na butelkach pojawili się dziewczyna i chłopak w ludowych strojach z Krakowa oraz co mają oni wspólnego z amerykańską Polonią?

W 1956 r. browar rozpoczął produkcję piwa eksportowego Żywiec – jasne pełne (Żywiec Beer), będącego kontynuacją przedwojennego Zdroju Żywieckiego. Piwo otrzymało oryginalną, owalną etykietę z parą tancerzy w strojach krakowskich. Tańcząca para nawiązywała do przedwojennych tradycji umieszczania elementów folkloru na polskich znakach towarowych oraz w reklamach Arcyksiążęcego Browaru w Żywcu.

Jak głosi legenda, odpowiadała ona oczekiwaniom amerykańskiego importera Polonusa, właściciela firmy LUTOM Importers Ltd., któremu Polska kojarzyła się z Krakowem. Niektórzy twierdzą, że para w strojach krakowskich stanowiła ukrytą aluzję do przedwojennych tradycji i miała nawiązywać do szczególnych związków Żywieckich Habsburgów z tym miastem.

Na ostateczny wygląd etykiety wpłynęły także inne umieszczone tam symbole. Wyjątkową tarczę herbową tworzyły trzy choinki symbolizujące zalesione szczyty Beskidów otaczających browar, z których wypływała krystalicznie czysta woda wykorzystywana do produkcji piw żywieckich. Umieszczenie daty 1856 w kole zębatym nawiązywało do XIX wiecznej tradycji i renomy browaru. Półokrągły napis „ŻYWIEC” stanowił symbol marki. W górnej części znaku zaprezentowano pełną nazwę najstarszej marki, pod którą sprzedawano produkty browaru już od 1860 roku, czyli: „PIWO ŻYWIECKIE”. Natomiast w dolnej części etykiety zawarto napis gwarantujący autentyczność produkcji i rozlewu: „BREWED AND BOTTLED AT BROWARY ŻYWIECKIE POLAND”. W tym miejscu pojawiały się również informacje o zagranicznym importerze, którym w przypadku pierwszej etykiety była firma LUTOM.

Etykieta została zarejestrowana w 1959 roku w Urzędzie Patentowym, tym samym stała się pierwszym po II wojnie światowej znakiem towarowym polskiego piwowarstwa. Tańcząca para – zyskując status marki narodowej – przez lata ulegała modyfikacjom i do dziś zdobi etykietę rozpoznawalnej na całym świecie polskiej marki piwa Żywiec.


Źródła: Spyra A., Studio Projektowe MH-ART, Kraków – opracowania historyczne na zlecenie Grupy Żywiec. 2016.