Szkło jest surowcem, który towarzyszy człowiekowi od 5 tysięcy lat. Jednak minęło trochę czasu zanim hutnicy nauczyli się je skutecznie formować. Oto jak szkło stało się elementem naszej codzienności i doskonałym opakowaniem na piwo.
Pierwsze szklane naczynia pochodzą z ok. 1500 r. p.n.e. Natomiast piwo zaczęto konfekcjonować do butelek już w XVI wieku, a sam wynalazek szklanej butelki na piwo wywodzi się z Wysp Brytyjskich. Najstarszy polski zapisek o piwie w butelce ze szkła pochodzi z XVII wieku z Lubania.
Pierwszym piwem masowo rozlewanym do butelek w Arcyksiążęcym Browarze w Żywcu był Porter. Butelki były dmuchane ręcznie i zamykane dopasowanymi korkami. Piwo w tym opakowaniu można było bezpiecznie przechowywać przez dłuższy czas, a także transportować na dalsze odległości, co przesądziło o jego rosnącej popularności.
W browarze ogromna zmiana nastąpiła w momencie, kiedy kolej stała się głównym środkiem transportu. Wtedy to wprowadzono do obrotu butelki znakowane herbem, koroną i nazwą browaru. Reprezentacjom browaru udzielano specjalnego zezwolenia na rozlew piwa do butelek. Na większości z nich umieszczano informacje takie jak: nazwa reprezentacji, nazwisko jej właściciela i uwagi: „patent” lub „własność niesprzedajna”. Nie wolno było napełniać butelek żywieckich obcymi piwami – w sten sposób charakterystyczna butelka stała się znakiem potwierdzającym jakość i pochodzenie znajdującego się wewnątrz piwa.
W okresie galicyjskim browar używał różnych wzorów butelek o pojemnościach 1l, 0,5l, 0,35l oraz 0,33l. W kolorystyce szkła dominowały ciemne odcienie brązów i zieleni. Taka butelka chroniła trunek przed światłem słonecznym, które ma destrukcyjny wpływ na właściwości chmielu, a przez to na aromat piwa.
Arcyksiążęcy Browar w okresie międzywojennym zastrzegł w Urzędzie Patentowym RP swoje znaki towarowe. Ochroną objęto etykiety piw żywieckich oraz kształt butelki.
Od roku 1900 w Europie zaczęto stosować zamknięcia pałąkowe butelek, które wykonane były z drutu i porcelany, na której często umieszczano znaki firmowe. Zamknięcia te znalazły powszechne zastosowanie w okresie międzywojennym. W latach dwudziestych XX wieku w polskim przemyśle piwowarskim pojawiły się pierwsze zamknięcia koronkowe butelek czyli znane nam do dziś kapsle, które w owym czasie były już powszechnie stosowane w USA. W browarze żywieckim masowe zastosowanie tego typu zamknięcia przypada na lata pięćdziesiąte XX wieku i ma związek z eksportem piwa.
Obecnie przy masowym zastosowaniu butelek szklanych w browarnictwie produkuje się butelki zwrotne i butelki jednorazowe – te pierwsze mają grubsze ścianki i są znacznie bardziej wytrzymałe. Mogą być napełniane 25 krotnie i wykorzystywane nawet przez 5 lat pokonując drogę z browaru do konsumenta i z powrotem. Butelka zwrotna jest najbardziej przyjaznym opakowaniem dla środowiska dlatego od 2017 roku Grupa Żywiec podejmuje działania umożliwiające konsumentom łatwe oddawanie butelek zwrotnych pod hasłem „Daj butelce drugie Życie”. Biorąc udział w akcji możemy ulżyć środowisku i portfelowi!
Butelki szklane jako piwne opakowanie mają wielowiekową historię, jednak nic nie wskazuje na to, by obecnie lub w niedalekiej przyszłości miały odejść do lamusa ponieważ żaden ze współczesnych materiałów opakowaniowych nie posiada wszystkich niezbędnych cech by je zastąpić. Warto o tym pomyśleć, niosąc następnym razem ze sklepu do domu pobrzękujące zakupy.
Źródła: Birofilia.org, Spyra A, Zwierzyna G. Browar Żywiec 1856-2001, 2001
Arcyksiążęcy Browar w Żywcu od początku istnienia był uznawany za perełkę architektury. Ogromną w tym zasługę miał główny architekt Habsburgów – Karol Pietschka. Po jego śmierci browar wciąż wymagał rozbudowy, a niektóre budynki rekonstrukcji. I tutaj na scenie dziejów pojawia się kolejny wybitny architekt, o którym niewiele wiemy.
Karol Korn, architekt żydowskiego pochodzenia, urodził się w Wadowicach w 1852 roku, ale nawet sama data jego narodzin wśród części historyków rodzi wątpliwości i uznawana jest za niepewną. Powodem tego jest fakt, iż pierwszym osadnikiem żydowskim w tym mieście był Baruch Thieberg, który uzyskał pozwolenie na osiedlenie dopiero w roku 1864. Bez wglądu do metryki nikt nie jest w stanie sprecyzować dokładnie ani miejsca ani daty urodzin Karola Korna.
Karol Korn uczęszczał początkowo do szkoły w Opawie. Był absolwentem Politechniki w Karlsruhe i Uniwersytetu w Wiedniu. Tam ukończył studia pod kierunkiem wielkich i znanych wiedeńskich architektów. Był asystentem w Szkole Technicznej w Brnie, a później w Bielsku.
XIX wiek to okres rewolucji przemysłowej, a Habsburgowie byli otwarci na wdrażanie nowych technologii i testowanie wynalazków. Karol Korn znakomicie wpisał się w te trendy. Oprócz wspaniałych budynków mieszkalnych zaprojektował również rozbudowę jednego z najnowocześniejszych wówczas zakładów przemysłowych – Arcyksiążęcego Browaru w Żywcu. Browar od zawsze przykuwał uwagę odwiedzających miasto. Na pocztówkach wizerunki zakładu zajmowały honorowe miejsce. Spośród wielu projektów nowych budynków zakładu oraz rekonstrukcji już istniejących na największą uwagę zasługują przede wszystkim budynek administracyjny, warzelnia, drożdżownia, silos, fermentownia oraz dom mieszkalny dla pracowników. Poza autorskimi projektami Karol Korn rozbudował piwnice fermentacyjne i suszarnię oraz przekształcił część istniejącej słodowni na restaurację.
Pierwszym miastem kojarzonym z Karolem Kornem jest Bielsko-Biała, o której mówi się „Mały Wiedeń”. Tutaj, w jego biurze projektów, powstały plany niemal połowy budynków miasta. Najznamienitsze kamienice przy głównej ulicy (obecnie ul. 3 Maja) są właśnie jego dziełem. Budynek poczty, bielski dworzec kolejowy czy dzisiejszy Hotel Prezydent wzniesiony na cześć cesarza Franciszka Józefa I, który to nadał architektowi zaszczytny tytuł cesarsko-królewskiego radcy budowlanego – to wszystko projekty, które zapewniły Karolowi Kornowi nieśmiertelność. Podobnie jak jego dzieła umiejscowione w Żywcu.
Architekt zmarł w 1906 r. w wieku 54 lat i został pochowany w rodzinnym grobowcu na bielskim cmentarzu żydowskim. Pozostawił firmę budowlaną, którą kierował jeden z trzech synów – Felix Korn. Firma działała pod nazwą „Karol Korn” Budowlana SA i realizowała jego projekty przez cały okres międzywojenny. Talent architektoniczny odziedziczyli również kolejni potomkowie Karola Korna.
Odwiedzając Arcyksiążęcy Browar w Żywcu lub Muzeum Browaru warto rozejrzeć się wokół i docenić niezwykły kunszt lokalnego architekta, który pozostawił po sobie w regionie ogromny dorobek, a jednocześnie pozostaje tajemnicą dla współczesnych badaczy.
Źródła: Kachel J., Karol Korn mało znany, w: W Bielsku Białej – magazyn samorządowy nr. 4/2017, Wiewióra D., Karol Korn: budowniczy miasta, Oficyna Drukarsko-Wydawnicza A, Bielsko Biała 2016, Krajewski J., Spacerem po Cygańskim Lesie, Stowarzyszenie Olszówka, Bielsko – Biała 2013, Janoszek E., Architektura Przemysłowa Bielska i Białej w latach 1806-1939, Wydział kultury i sztuki Urzędu Miejskiego w Bielsku Białej, Tołbast M., Żydowscy architekci w kształtowaniu oblicza miast Śląska Cieszyńskiego, w: www.cejsh.icm.edu.pl, Łabądź J.W., Cesarsko-królewski radca, w: https://www.bielsko.biala.pl/kalendarz/artykuly/43/cesarsko-krolewski-radca, Firlej D., Próba rekonstrukcji architektury Arcyksiążęcego Browaru w Żywcu z lat 1852-1939 na podstawie wybranej ikonografii, w: https://www.zywiecinfo.pl/historia/arcyksiazecy-browar-w-zywcu.
W jaki sposób Żywiec stał się synonimem jakości i doskonałego smaku? Po prostu więcej osób mogło go spróbować poza bezpośrednim sąsiedztwem browaru i w ten sposób jego popularność zaczęła Obecnie dla każdego jest oczywiste, że szklanka z logo browaru to wspaniały nośnik reklamowy. Jednak nie zawsze tak było i na początku takie działania browarów stanowiły rzadkość, a nie standard.zataczać coraz szersze kręgi, a ludzie na całym świecie je pokochali!
Browar żywiecki, począwszy od XIX wieku posiadał w swej ofercie szkło reklamowe. Niektóre z nich były ręcznie malowane, na innych wytłaczano znaki firmowe lub towarowe. W okresie międzywojennym szkła firmowe odznaczały się dużą oryginalnością. Również współcześnie Grupa Żywiec oferuje najwyższej jakości szkło piwne sygnowane logotypami swoich najpopularniejszych marek.
Jeszcze do niedawna, na myśl o szkle, z którego pije się piwo, nasuwało się jedno skojarzenie – kufel. Owszem, to bardzo popularne naczynie, najczęściej wykonane z grubego szkła, z charakterystycznym uchem, dzięki któremu można łatwo dzierżyć je w dłoni i cieszyć się spożywanym trunkiem, jednak wraz ze zwiększoną popularnością różnorodnych piwnych stylów, dostępność i różnorodność piwnego szkła również uległa zwiększeniu. Kufel nieodmiennie kojarzy się z piciem lagerów, a obecnie klienci mają do wyboru znacznie więcej, więc i piwne szkło stało się bardziej zróżnicowane. Rynek oferuje dziś ogromny asortyment szkła do piwa – producenci prześcigają się w coraz to bardzo wymyślnych kształtach, których zadaniem jest uwypuklić cechy konkretnego stylu piwnego i sprawić, by degustacja była jeszcze przyjemniejsza.
Na pierwszy rzut oka warto wyodrębnić trzy główne grupy, o wyraźnie różniących się od siebie cechach. Do pierwszej zaliczymy wspomniane już kufle. Tu spotkamy naczynia wykonane z różnej grubości szkła, z przykrywką, stare kufle gliniane, a nawet takie wykonane z drewna.
Do drugiej grupy zaliczymy szklanki. Tu możliwości pojawia się dużo więcej, a od kufli odróżnia je brak ucha. Znajdziemy tu powszechne szklanki do lagerów (np. Żywiec Jasne Pełne), wysokie szklanki do piw pszenicznych (Żywiec Białe, Żywiec Pszeniczne IPA), proste amerykańskie shakery (Żywiec APA), szklanki do stoutów, nowoczesne IPA glass (Żywiec Sesyjne IPA, czy szkło typu nonic – z charakterystycznym wybrzuszeniem w górnej części szklanki, ułatwiającym trzymanie naczynia. Szklanki to naczynia dość uniwersalne, nadają się zarówno do piw górnej, jak i dolnej fermentacji.
Trzecia grupa to pokale, najczęściej używane do piw typowo degustacyjnych. Cechą wspólną jest tu charakterystyczna nóżka, na którą nasadzona jest czasza szkła. Czasza może mieć różne kształty i tu pojawia się rozróżnienie na m.in. tulip, goblet, snifter czy degustacyjne teku. Dwa pierwsze to obowiązkowa pozycja dla amatorów piw belgijskich, pozostałe to najlepszy z możliwych wyborów chcąc degustować ciężkie, mocarne style takie jak Bock, Russian Imperial Stout, Barley Wine. Z pokala świetnie będzie smakować Pilsner, obowiązkowo w szkle wyposażonym w nóżkę spożywamy też portery bałtyckie (Żywiec Porter).
Jak widać, nie tylko jakość surowców, proces produkcyjny czy temperatura serwowania ma wpływ na wrażenia sensoryczne podczas degustacji piwa. Walory te może podnieść dobór odpowiedniego szkła, które pomoże uwypuklić drobne niuanse smaku i aromatu. Korzystajmy więc jak najczęściej z tej możliwości!
W jaki sposób Żywiec stał się synonimem jakości i doskonałego smaku? Po prostu więcej osób mogło go spróbować poza bezpośrednim sąsiedztwem browaru i w ten sposób jego popularność zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, a ludzie na całym świecie je pokochali!
W czasach, gdy powstawał browar w Żywcu, standardem było, że piwo dostępne było w niedalekiej odległości od browaru, tzw. wokół komina, jednak Albrecht Fryderyk Habsburg od początku planował, że renoma jego zakładu i wyśmienitego piwa, które jest w nim produkowane będzie sięgać znacznie dalej. Wysokiej jakości piwa z browaru arcyksięcia z założenia miały być dostępne nie tylko na rynku galicyjskim, dlatego już w latach 60. XIX wieku browar rozpoczął działalność eksportową. Piwo sprzedawano w Wiedniu, Budapeszcie i na Morawach. Eksport nabrał dynamiki wraz z rozwojem linii kolejowej. Od 1891 roku browar posiadał własną bocznicę kolejową dzięki czemu piwa Cesarskie, Marcowe, Porter i Ale można było łatwo transportować na terenie całej monarchii Franciszka Józefa. Docierało nawet nad Adriatyk i można je było dostać np. w bazie CK Marynarki w Pola, w której rezydował arcyksiążę Karol Stefan, dowódca flotylli okrętów wojennych.
Po I wojnie światowej odbudowa rynków zagranicznych była zadaniem trudnym, a wojna celna w roku 1925 zahamowała na wiele lat eksport Porteru do Niemiec. Pomimo trudności piwo wysyłano na rynek angielski i francuski. Ambasadorami marki Żywiec w okresie międzywojnia były transatlantyki Batory i Piłsudski, na pokładach których serwowano arcyksiążęce piwa. Żywiec szybko pojawi się również na pokładzie linii lotniczych LOT, a od lat 60. XX wieku na stałe zagościł w menu tego przewoźnika, gdzie jest zresztą obecny do dziś.
Po zakończeniu II wojny światowej krajowe browary przejął Państwowy Przemysł Fermentacyjny (PPF). Gospodarka socjalistyczna potrzebowała dewiz, które mogły pochodzić ze sprzedaży wysoko gatunkowego piwa do krajów zachodnich. Strategię tego eksportu mógł zrealizować tylko jeden browar – w Żywcu! Liczne testy i próby, któremu poddawano eksportowe piwa żywieckie, wypadały doskonale. Piwo było smaczne, a dzięki innowacyjnej technologii pasteryzacji, nawet w gorącym klimacie nie psuło się. Konfekcjonowanie piwa też uległo w tym okresie prawdziwej rewolucji. Korek butelki zastąpiono kapslem i wprowadzono po raz pierwszy, jako opakowanie zbiorcze, pudełko kartonowe z firmowym nadrukiem i naklejonym adresem odbiorcy. Dla łatwiejszej identyfikacji polskiej marki, na etykiecie pojawiła się rozpoznawalna do dziś tańcząca para krakowiaków.
Największym importerem piwa żywieckiego do Stanów Zjednoczonych była w tamtym okresie amerykańska firma LUTOM Importers Ltd. inc. z siedzibą w Filadelfii. Piwo z Żywca zaczęło docierać również do Australii, Austrii, Belgii, Bułgarii, Egiptu, Francji, Hiszpanii, Kuby, RFN, Rumunii, Włoch, Węgier, Wielkiej Brytanii i ZSRR. Piwo eksportowano na wszystkie kontynenty, a żywieckiego Fulla serwowały ambasady polskie na całym świecie. Piwo żywieckie cieszyło się wielkim uznaniem wśród Polonii. Było dostępne również na statkach morskich, w tym na słynnych transatlantykach Batory i Stefan Batory. Koncentracja produkcji na eksport uszczupliła dostępność piwa na rodzimym rynku. W tamtym czasie produkowano 450 tys. hl piwa z czego 250 tys. hl trafiało na rynki zagraniczne. Nie dziwi więc fakt, że Polacy przywozili piwo Żywiec do kraju z podróży.
Obecnie piwo trafia do 31 krajów na całym świecie – należą do nich: Austria, Belgia, Białoruś, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Islandia, Kanada , Korea Południowa, Litwa, Łotwa, Malta, Niemcy, Nowa Zelandia, Portugalia, Rosja, Szwecja, Ukraina, USA, Węgry, Wielka Brytania, Włochy oraz Wyspy Zielonego Przylądka.
Żywiec stanowi współcześnie jedną z najważniejszych marek eksportowych polskiego piwa, a jego międzynarodowa kariera trwa do dziś.
Jednym z rodzaju żetonów był tak zwany żeton browarny.
Można przyjąć, że w żywieckim browarze żetony były emitowane w latach 1880-1945. Spełniały one wiele funkcji. Służyły do rozliczeń opakowań (żetony zastawne), pobieranego piwa (żetony kelnerskie), upamiętnienia ważnych uroczystości (żetony pamiątkowe) oraz stanowiły dodatek do wynagrodzeń (żetony deputatowe). Żetony deputatowe stanowiły dla pracowników browaru żywieckiego dodatkowe wynagrodzenie w formie deputatu piwnego lub były upominkiem dla ludzi, których browar chciał uhonorować.
Otrzymywane przy wypłacie żetony, czasem z okazji świąt lub innych uroczystości, pracownik realizował w magazynach browaru lub piwiarniach. Pierwsze żetony deputatowe posiadały nazwę browaru oraz ilość przysługującego na żeton piwa. Te najstarsze posiadały napis niemiecki „Liter” a później został on spolszczony na „Litr”. Po pewnym czasie na wszystkich żetonach obok nazwy browaru pojawił się też znak firmowy – arcyksiążęca korona.
Żetony z okresu II wojny światowej miały swój numer oraz niemiecką nazwę browaru (Beskidenbreuerei).
Zarówno żetony browarne, etykiety, kapsle, podkładki pod piwo jak i szkła firmowe (szklanki, butelki, kufle) cieszą się dużym zainteresowaniem birofilów.
Źródła: Spyra A, Zwierzyna G. Browar na przestrzeni 150 lat. Tradycje Piwowarskie Żywiecczyzny, 2005.
Browar bez warzelni nie ma racji bytu! To pierwszy dział browaru, gdzie rozpoczyna się proces produkcji piwa. To właśnie tutaj podstawowe surowce piwowarskie łączą się, a z wody, ziaren zbóż i chmielu powstaje brzeczka, która zmienia się później w wyśmienite piwo!
W XIX wieku browary często powstawały na wzniesieniach. W tamtych czasach w procesie warzenia piwa ogromne znaczenie odgrywał grawitacyjny przebieg produkcji. Warzelnie zawsze znajdowały się na najwyższym poziomie zakładu. Poniżej umiejscowione były kolejne oddziały gdzie następowały kolejne etapy procesu technologicznego. Na najniższym poziomie znajdowały się piwnice fermentacyjne i leżakowe.
Pierwsza warzelnia żywieckiego browaru, uruchomiona w 1856 roku posiadała następujące urządzenia: kadź zacierną, kadź filtracyjną, kadź pomocniczą, kocioł pomocniczy z mieszadłem (tzw. kocioł do gotowania gęstej roboty), kocioł do gotowania piwa z koszem chmielowym, pompy.
Przy produkcji piwa bardzo łatwo o zakażenie, dlatego warzelnia była budynkiem zaprojektowanym z myślą o utrzymaniu w niej jak największej czystości. Do budynku warzelni doprowadzono rury z zimną i ciepłą wodą, a w późniejszym czasie również parę technologiczną służącą do dezynfekcji. Każde urządzenie i naczynie natychmiast po użyciu było myte i wyparzane. Posadzka budynku miała liczne spady dla odprowadzania zanieczyszczeń.
W 1913 roku w browarze powstaje kolejny obiekt wyposażony w najlepsze urządzenia pochodzące z niemieckich i austriackich firm produkujących instalacje browarnicze. Wydajność tej warzelni na tzw. wybiciu, czyli w jednym cyklu produkcyjnym, wynosiła 350 hl. Wyposażono ją w najnowocześniejszy wówczas system gotowania parą. W latach 30. XX wieku zmodernizowano pneumatyczny system przesyłania słodu i zakupiono nowe śrutowniki. Wszystkie nowe urządzenia zostały wykonane z miedzi. W roku 1917 pod koniec I wojny światowej pokrywy miedziane kotłów zastąpiono pokrywami żelaznymi.
Współcześnie żywiecka warzelnia to przeszklona hala o wysokości paru pięter i powierzchni użytkowej 5 233,7 m2. Powstała w 1996 roku, a projektem technologii zajęła się niemiecka firma Huppmann GmbH. W hali widoczne są pokrywy kadzi wykonanych ze stali kwasoodpornej, dopuszczonej do kontaktu z żywnością. Największa kadź służy do filtracji zacieru. Jej średnica to 12,4 m a pojemność ok. 3 800 hl. Współcześnie pracą urządzeń w hali warzelni sterują przede wszystkim komputery. Urządzenia kontrolują wszystkie parametry procesu, jednak nad całością nieustanie czuwają wykwalifikowani i doświadczeni piwowarzy. Obecnie w Arcyksiążęcym Browarze w Żywcu obok nowoczesnej warzelni, działa też ta zabytkowa z 1913 roku.
Warzelnia w każdym browarze ma wyjątkowe znaczenie, jednak w miejscach o tak długiej historii jak Browar w Żywcu, jest to miejsce prawdziwie magiczne!
Źródła: Kronika żywieckiego browaru tom I 1975 rok, Spyra A., Zwierzyna G. 150 lat Browaru Żywiec „Tradycja i nowoczesność”, http://www.skm.com.pl/przemyslowe.html
Karol Olbracht Habsburg odziedziczył dobra żywieckie, a wraz z nimi Browar w Żywcu na mocy testamentu swojego ojca, który rozdzielił posiadane dobra pomiędzy dzieci. Był on gospodarzem Żywiecczyzny przez dość krótki, lecz wyjątkowo burzliwy okres w jej historii.
Arcyksiążę Karol Olbracht był trzecim z rodziny Habsburgów, po Albrechcie Fryderyku i Karolu Stefanie, właścicielem dóbr żywieckich. Na mocy testamentu spisanego przez zmarłego w 1933 r. Karola Stefana, majątek rozdzielono między jego dzieci. Najstarszemu, Karolowi Olbrachtowi, przypadła największa jego część – ziemia żywiecka. W skład majątku wchodził Arcyksiążęcy Browar w Żywcu, którym zarządzał do 1939 r. Tak krótki czas wystarczył, by Karol Olbracht zapisał się nie tylko jako świetny zarządca browaru, ale również jako dobry gospodarz całych dóbr żywieckich.

Urodził się 18 grudnia 1888 r. w mieście Pula, na terenie dzisiejszej Chorwacji. Nie posiadamy zbyt wielu informacji na temat jego najmłodszych lat. Wiemy, że wychowywany był zarówno w sposób tradycyjny, pod kątem umiejętności wojskowych jak i nowoczesny, uczył się wielu języków i pobierał prywatne nauki. Wszystkie zdobyte umiejętności i doświadczenia zaprocentują w przyszłości.
W czasie I wojny światowej Karol Olbracht walczył w szeregach armii austro-węgierskiej, jednak jego serce biło zawsze najmocniej dla Polski. Miał kiedyś powiedzieć: „Moje pochodzenie jest niemieckie, moim macierzystym językiem jest język niemiecki, ale jestem obywatelem polskim i uważam się za Polaka”. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę został pułkownikiem Wojska Polskiego. Zasłynął m.in. jako dowódca 16 brygady artylerii, obrońca Twierdzy Grudziądz oraz uczestnik wojny polsko-bolszewickiej. W 1920 r. poślubił szwedzką arystokratkę Alicję Ancarcrona, wdowę po hrabim Ludwiku Badenim, który był posłem Cesarsko Królewskiej Monarchii Austro-Węgierskiej.
W 1939 r., gdy wybuchła II wojna światowa, ponownie zgłosił się do wojska, jednak ze względu na wiek i stan zdrowia nie został przyjęty. Wspierał więc obronność kraju na inne sposoby, głównie poprzez pomoc finansową. Podarował 21-ej Dywizji Piechoty Górskiej dwa ciężkie karabiny maszynowe, a w ramach obrony cywilnej, żywieckie szkoły wzbogaciły się dzięki niemu o kilkadziesiąt masek gazowych. Przyczynił się do budowy umocnień polowych w okolicach Węgierskiej Górki, której żarliwa obrona w pierwszych dniach wojny mocno wpłynęła na dalsze losy kampanii wrześniowej.
W konsekwencji odmowy podpisania niemieckiej listy narodowościowej, w listopadzie 1939 r., został aresztowany przez Gestapo. Przebywał w cieszyńskim więzieniu do sierpnia 1941 r. W wyniku tortur stosowanych przez nazistów doznał poważnego uszczerbku na zdrowiu. Majątek arcyksięcia został zagarnięty przez III Rzeszę, a z czasem znacjonalizowany przez komunistów.
Karol Olbracht Habsburg po wojnie na krótko zamieszkał w Krakowie, ostatecznie wyjechał do Szwecji, gdzie zmarł w 1951 r.
Karol Olbracht przeszedł do historii browaru i ziemi żywieckiej głównie za sprawą swoich czynów w czasie II Wojny Światowej. A jego działania i decyzje miały znaczący wpływ na dalszą historię regionu.
Źródła: Tracz A., Błecha K.,Ostatni krol Polski. Karol Stefan Habsburg, Wyd. Bonimed, Żywiec 2012, Tracz A.,m Błecha K., – Księżna. Wspomnienia o polskich Habsburgach, Wyd. Bonimed, Żywiec 2009, Grodziski S., Habsburgowie, Zakład im. Ossolińskich, Wrocław 1998, Chłopczyk H., Alicja Habsburg – Księżna – Partyzant w: Habsburgowie żywieccy i ich siedziba w Żywcu, red: Rączka Z., TMZŻ 2009, Huzar B., Habsburg Karol Olbracht Lotaryński (1888–1951) arcyksiążę austriacki, pułkownik Wojska Polskiego, w: Słownik biograficzny Żywiecczyzny t. I, red. A. Urbaniec, Żywiec 1995, Spyra A.,Zwierzyna G., 150 lat Browaru Żywiec – Tradycja i nowoczesność w: materiały własne Grupy Żywiec.
Miasto Żywiec choć niewielkie, na przestrzeni wieków gościło wiele znamienitych osób. Między innymi: Jana Kazimierza Króla Polski – właściciela ziem żywieckich, czy Cesarza Józefa II. Również współcześnie Żywiecczyzna i tutejszy browar przyciągają znanych gości.mość!
Arcyksiążęcy Browar w Żywcu istnieje od 1856 roku. Zakład prężnie się rozwijał a piwa tu warzone bardzo szybko zyskały uznanie. Świetnie rozwijająca się firma i jej kolejni właściciele z rodu Habsburgów, chętnie przyjmowali ważne osobistości i oprowadzali gości po swoich włościach. Udokumentowano wizyty: Marii Krystyny – Królowej Hiszpanii, arcyksięcia Huberta Salwator z Austrii, księżnej Marii z domu Bonaparte, księcia Alfonsa Bourbon-Parma z Hiszpanii, księcia Gabriela Bourbon-Sycylia z Francji i księżnej Cecylie z rodu Lubomirskich, Hieronima i Renaty Radziwiłłów z Balic, Olgierda i Mechtyldy Czartoryskich z Baszkowa, Eryka Bohema posła szwedzkiego z poselstwa w Warszawie, prezydenta Ignacego Mościckiego, czy księcia Metropolity Adama Stefana Sapiehe.
Ciekawych informacji dostarcza również, odnaleziony w browarze, rejestr gości którzy odwiedzili zakład w latach 1938-39. Na kartach spisu podana jest data wizyty, nazwa wycieczki bądź nazwiska osób odwiedzających, miejsce, z którego wycieczka przyjechała, ilość oprowadzanych gości, informacja o przewodniku oraz ilości piw wydanych dla gości z podziałem na Zdrój Żywiecki, Marcowe, Porter, Ale oraz Słodowe. Prócz piw dla niektórych grup zwiedzających serwowane były obiady.
Browar odwiedzali przedstawiciele różnych grup zawodowych: urzędnicy publiczni, kolejarze, oficerowie wojsk, strażacy, redaktorzy i dziennikarze, chórzyści, funkcjonariusze policji, klerycy i księża, sołtysi, restauratorzy, medycy. Zwiedzały zakład również koła gospodyń wiejskich, kluby automobilowe, szkoły, kolonie, kluby sportowe, obozy harcerskie, wycieczki krajoznawcze, letnicy, przejezdni.
Bardzo ciekawą pozycją we wspomnianym rejestrze są „uwagi”. Umieszczano tam informacje dotyczące grup. Dowiadujemy się m.in. że najliczniejszą grupą zwiedzającą był Polski Czerwony Krzyż z Krakowa – 560 osób. Z kolei inna 100 osobowa grupa wypiła aż 300 litrów piwa oraz ukradła 32 szklanki degustacyjne, a jedną rozbiła!
W 1938 roku w sumie w rejestrze znalazły się 182 wycieczki, co dało łącznie 6 895 gości. Ostanie zwiedzanie przed wybuchem wojny odbyło się 24 sierpnia 1939 roku.
Browar od zawsze wzbudzał ciekawość i zachwyt odwiedzających. Z okazji 150-lecia istnienia browaru, w starych piwnicach leżakowych i fermentacyjnych otwarto Muzeum Browaru w Żywcu, by turyści zwiedzający Żywiecczyznę poza pięknymi krajobrazami mogli podziwiać wyjątkowe, zabytkowe wnętrza browaru o bardzo długiej historii.
Od 2006 roku, muzeum odwiedziło ponad milion osób ze wszystkich stron świata, między innymi: Księżna Maria Krystyna Habsburg, Karol Stefan Habsburg z córką, Ernesto de Zulueta Habsburg – zastępca ambasadora Królestwa Hiszpanii w Polsce, Jean-François van Boxmeer – prezes zarządu i dyrektor generalny Heineken International, Bronisław Komorowski – prezydent Polski, Ivan Gasparovic – prezydent Słowacji, Vaclav Klaus – prezydent Czech, Jerzy Buzek – przewodniczący parlamentu UE, Burmistrz Żywca Antonii Szlagor.
Goszczono również przedstawicieli kultury i sportu takich jak: Grzegorz Lato, Michał Żebrowski, Wojciech Mecwaldowski, Agnieszka Fitkau-Perepeczko, Joanna Liszowska, Czerwone Gitary, Monika Brodka, Lady Pank, Andrzej Piaseczny, Bracia, Apoloniusz Tajner, Tomasz Majewski, Łukasz Kruczek, Andrzej Gołota i wielu innych.
Podobnie jak tutejsze piwo także Muzeum Browaru szybko zyskało renomę i stało się ważnym punktem na mapie lokalnych atrakcji. Obecnie stanowi jeden z głównych atrakcji podczas zwiedzania okolicy i wizyty na Żywiecczyźnie nie można uznać za kompletną bez wizyty w tym miejscu!
Źródła: Rejestr wycieczek 1938-39, Księga pamiątkowa browaru, Księga gości Muzeum Browaru Żywiec.
Kobieta z kalendarza Arcyksiążęcego Browaru w Żywcu z 1937 roku przez dekady pozostawała anonimowa. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności niedawno udało się ustalić jej tożsamość!
Oryginał prezentowanego kalendarza znajduje się w zbiorach Muzeum Browaru w Żywcu. Długie lata widniejąca na nim Żywczanka była kobietą zupełnie anonimową. To się jednak zmieniło…

Kilka lat temu nasze muzeum odwiedziła mieszkająca w Austrii Pani Ewa, która na wspomnianym kalendarzu rozpoznała swoją matkę. Dzięki temu udało się przywrócić tożsamość tej anonimowej kobiecie. Przedstawiamy Państwu panią Helenę, urodzoną w Żywcu 9 maja 1916 roku. Jej rodzice uchodzili za bogatą rodzinę. Na ulicy Sienkiewicza prowadzili masarnię. Ich salami i pierwsza „kiełbasa żywiecka” sprzedawane były Habsburgom żywieckim i na dwór wiedeński.
Brat Heleny Stanisław, pracował w browarze dla Karola Olbrachta, piastując stanowisko dyrektora generalnego i zajmował mieszkanie służbowe przy zakładzie. W okresie międzywojennym w browarze wielki nacisk kładziono się na reklamę, która miała przyciągnąć klientów. Poszukiwano przepięknej Żywczanki, której wizerunek miał zdobić kalendarze, metalowe tablice i tace. I tu z pewnością wielką rolę odegrał pan Stanisław. Polecił swoją piękną siostrę Helenę, która miała wówczas 19 lat. Wybór był oczywisty. Zlecono wykonanie obrazu, który w roku 1935 wykonał nie byle kto, bo Józef Pieniążek – artysta malarz, mieszkający we Lwowie, najbardziej znany z akwarel dokumentujących kulturę ludową polskich górali Podhala, Spisza, Orawy oraz Żywiecczyzny. Helena w unikatowym stroju mieszczańskim, z żywieckim piwem w ręce, reklamowała tutejszy trunek. Jej twarz w tamtym okresie rozpoznawali wszyscy.
W roku 1936 pani Helena wyszła za mąż za lotnika wojska polskiego. Jego rodzice byli Austriakami, a on sam miał być dobrą partią. Rok później urodziła się im córka Ewa. Pani Ewa wspomina wujka Stanisława, że „gdy przyjeżdżał na ulicę Sienkiewicza odwiedzić babcię, zawsze robił to konną dorożką. Było to wielkie wydarzenie i atrakcja dla dzieci”. 6. grudnia 1947 roku, pani Helena wraz z córką Ewą wyjechała za mężem do Austrii jednak bardzo tęskniła za rodziną, Polską i Żywcem. Zmarła 1 lutego 1971 roku.
Oryginał obrazu długie lata pozostawał w Żywcu. Córka Ewa odzyskała go w czasach PRL-u i umieściła w prowadzonym przez siebie muzeum, poświęconym między innymi folklorowi Żywiecczyzny w miejscowości Vöcklabruck , w którym jej mąż przez długie lata był burmistrzem.
To niezwykła historia o tym jak sztuka sprzed lat wciąż może wywoływać wzruszenia i przywoływać wspomnienia oraz jak zmieniła się współcześnie branża reklamowa. Przecież dziś nikomu nie przyszło by do głowy malować obrazu by promować swoje wyroby!
Źródło: – Wspomnienia Pani Ewy Berger (z domu Wrężlewicz) – córki Heleny, której wizerunek znamy z kalendarza.
Tradycyjny strój żywieckich mieszczanek to naprawdę ciężka sprawa! W przenośni i dosłownie, bo noszenie go wymagało wielu poświęceń, a pełen ubiór ważył nie mniej niż 10 kg!
Aby przywdziać tradycyjny żywiecki strój regionalny potrzebna była pomoc drugiej osoby, a później wcale nie było lżej ani łatwiej. Nie można było w nim usiąść, bo straciłby kształt, a idąc trzeba było zachować dystans ze względu na pokaźne rozmiary spódnicy, dodając do tego znaczną masę własną ubioru trzeba przyznać, że dawne mieszkanki miasta zadawały sobie nie lada trud, by wspaniale się prezentować w czasie oficjalnych uroczystości. Noszenie stroju żywieckiego było traktowane bardzo poważnie, obwarowane licznymi warunkami, stanowiło oznakę pozycji rodziny i traktowane było jako wielkie wyróżnienie. Na szczęście dzięki uporowi i hartowi ducha żywczanek dziś możemy podziwiać piękne fotografie pełne dawnego splendoru.
Strój mieszczan z Żywca kształtował się latami. Pierwsze przekazy o jego formie datuje się na XVII wiek, a ostateczny wygląd uzyskał w drugiej połowie XIX stulecia. Żywiecki strój jest jednym z zaledwie dwóch, wraz z Toruniem, ubiorem przypisanym do konkretnego miasta, więc jest strojem mieszczańskim, a nie góralskim czy regionalnym. Noszenie stroju żywieckiego stanowiło nobilitację należną tylko putoszom czyli rdzennym Żywczakom – obywatelom miasta z dziada pradziada. Samo wżenienie się w żywiecką rodzinę, nie dawało tego przywileju. Dopiero dzieci będące owocem tego związku mogły włożyć tutejszy strój mieszczański.

Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Miejskiego w Żywcu zrobione w 1907 roku z okazji wizyty w Żywcu królowej hiszpańskiej Marii Krystyny Habsburg.
Zgodne z ówczesnymi kanonami mody inaczej nosiły się panienki, a inaczej mężatki. Te pierwsze wpinały we fryzury kwiecisty wianek, a mężatki nosiły na głowie bogato zdobione czepce. Halki zakładano w ścisłej kolejności, jednocześnie nosiło się ich 4, a nawet 5. Efektem miało być spektakularne wcięcie w pasie i biodra w kształcie żywieckiej kopy. Halki musiały być wykrochmalone na sztywno, co wymagało odpowiedniej mąki ziemniaczanej, bo nie każda się do tego nadawała. Halki nie mógł zobaczyć żaden mężczyzna, na nie wkładano spódnicę sięgającą do kostek, zawsze mocno marszczoną. Na białe koszule wkładano gorsety z pelerynką – zawsze w kolorze spódnicy.
A następnie nadchodził czas na tiule. Ten element stroju był i jest najbardziej charakterystyczny. Tiulowe elementy stanowił fartuch zakładany na spódnicę, chusta (łoktusza) okrywająca całą sylwetkę i nakrochmalona kryza przy szyi. były one bogato zdobione, a haft na tiulu był robiony zawsze ręcznie. Stworzenie motywów kwiatowych było bardzo czasochłonne. Nie można też zapomnieć o obowiązkowych dodatkach takich jak: korale, kolczyki, przypinana kokarda i obowiązkowa chusteczka do ręki. Buty zwane łódkami były szyte z jedwabiu w kolorze spódnicy.
Stroju żywieckiego nie można było oczywiście wyprać w pralce, robiono to ręcznie używając płatków mydlanych. Strój przechowywano w komodzie lub wiklinowych koszach, a od czasu do czasu trzeba było go przewietrzyć.
Muzeum miejskie w Żywcu jest w posiadaniu kilku kompletnych strojów. Trudno było je pozyskać, gdyż Żywczanki w tamtym czasie życzyły sobie być pochowane w tym uroczystym stroju. Trzeba było je przekonać aby zamiast zabierać stroje do grobu, przekazały je potomnym, co na szczęście się udało. Żywiecki strój kobiecy to dzieło sztuki – kompletny zestaw wyceniany jest obecnie na około 20 tys. zł.
Skromniejszy i tańszy był strój męski, taki sam dla kawalera, mężczyzny żonatego i wdowca. Stałymi elementami są czarne, wełniane spodnie, aksamitne kamizelki przypominające strój szlachecki (żupany), białe koszule i czarne długie płaszcze tzw. czamary. Obowiązkowo na nogach musiały być wysokie, skórzane buty, a na głowie kwadratowe czapki – rogatywki. Po kolorze czapki i kamizelki można było kiedyś rozpoznać przynależność cechową. Kolor czerwony nosili rzeźnicy, zielony – szewcy, krawcy – niebieski, a piekarze – kremowy. Całość stroju domykał pas jedwabny.
Na szczęście mieszczański strój Żywiecki przetrwał do dziś i nadal możemy go podziwiać w mieście, zarówno w muzeum, jak i podczas doniosłych uroczystości religijnych i patriotycznych dzięki grupie Asysta Żywiecka, skupiającej miłośników tego tradycyjnego stroju. Kultywowanie tej wyjątkowej tradycji związanej z ubiorem dodaje Żywcowi dodatkowego uroku!
Źródła: Karta Groni, TMZŻ Żywiec 1999, Gazeta Wyborcza – Ewa Furtak – Żywiec-tradycyjny strój mieszczański to dzieło sztuki, Wywiad z Dorotą Firlej – muzeum miejskie w Żywcu.