Rozmowa z Jerzym Czarnikiem i Martą Czarnik
Ta historia zaczęła się u mnie w domu, bo Browar w Żywcu był obecny w moim życiu od zawsze – w opowieściach, codziennych rozmowach i w historii mojej rodziny. Mój tata, Jerzy Czarnik, przez ponad 40 lat pracował tu jako technolog i piwowar, współtworząc piwo, które znamy dziś. Ja od kilku lat rozwijam się w dziale komunikacji, opowiadając o tym miejscu i jego znaczeniu. To nie jest dla mnie tylko praca. To historia, która zaczęła się dużo wcześniej i którą dziś mam okazję pisać dalej.
Marta Czarnik: Marzyłam o pracy w browarze. Od zawsze. I o tym, żeby kiedyś móc tak po prostu usiąść i z Tobą o tym porozmawiać… też. Pomyślałeś kiedykolwiek, że przyjdzie taki moment, że będziemy tu razem, tylko każde z nas w swojej roli?
Jerzy Czarnik: Nie myślałem o tym wprost. Kiedy zaczynałem, po prostu robiło się swoje, dzień po dniu. Ale dziś, kiedy na to patrzę, to widzę, że ta historia nie skończyła się na mnie, że ona po prostu potoczyła się dalej. I że najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że Ty też stałaś się jej częścią na swój własny sposób.

Marta: U mnie to chyba zaczęło się dużo wcześniej, niż się wydaje.
Zanim pomyślałam o pracy, zanim wiedziałam, czym chcę się zajmować. Browar po prostu był. W tle codzienności. W rozmowach. W historiach. Pamiętam, jak opowiadałeś o pracy. Nie jak o obowiązku. Raczej jak o czymś ważnym. Wydaje mi się, że to zbudowało we mnie poczucie, ze praca jest pasją, że powinna być pasją. Kiedy zabierałeś mnie do biura i opowiadałeś o procesach, których wtedy nie rozumiałam, wiedziałam, że to dla Ciebie ważne. I ja to zapamiętałam.
Tata: Wiesz dla mnie to była codzienność. Chciałem Ci pokazać kawałek swojego świata. Pamiętam, jak chodziliśmy po browarze, Ty patrzyłaś na te wszystkie kadzie, rury, zawory… i zadawałaś mnóstwo pytań. Czasem śmiałem się w duchu, że tłumaczę Ci rzeczy, które są jeszcze za trudne, ale i tak chciałem Ci je pokazać. Nie myślałem wtedy, że to aż tak zostanie. Ale dziś, kiedy słyszę, że to zapamiętałaś,
to mam poczucie, że to wszystko miało jeszcze większy sens.
Marta: Te spacery po browarze to było coś. Pamiętam taki moment, jak pracowałeś razem z zespołem z browaru nad recepturą Żywiec Białe. Siedziałeś, notowałeś coś, wracałeś do tego, zastanawiałeś się, jak to zrobić, żeby było dokładnie takie, jak powinno. Dla mnie to było niesamowite: widzieć, że piwo tak „po prostu nie powstaje”, tylko że ktoś je naprawdę tworzy. Że za tym stoi myślenie, próby, poprawki i taka cicha determinacja, żeby zrobić coś dobrze. Wtedy chyba pierwszy raz naprawdę zrozumiałam, co masz na myśli, mówiąc, że to nie jest produkcja. Tylko… tworzenie.
Tata: Doskonale to pamiętam. Przy piwach takich jak Żywiec Białe to było szczególnie ważne, bo z jednej strony szukaliśmy czegoś nowego, a z drugiej cały czas pamiętaliśmy, co jest fundamentem.
Marta: A pamiętasz, jak mówiłeś, że pracujesz z małymi organizmami? Że drożdże potrafią być nieprzewidywalne, że trzeba je rozumieć, wyczuwać. I że właśnie dlatego nie da się tej pracy sprowadzić tylko do procesu. Te opowieści o drożdżach zawsze mnie wciągały.
Tata: No tak, często Ci o tych drożdżach opowiadałem, wiedziałem, że lubisz tego słuchać. Bo wiesz, w warzeniu to naprawdę nie jest tak, że wszystko działa według schematu. Naprawdę pracujemy z małymi, ale żywymi organizmami. Trzeba o nie dbać, czasem zareagować w odpowiednim momencie, przypilnować, żeby wszystkie były w dobrej formie.

Marta: Pamiętasz moment, w którym poczułeś, że to już nie tylko praca?
Tata: Chyba nie było jednego momentu. To się działo. Najpierw była nauka, praktyki, studia, a potem nagle złapałem się na tym, że myślę o tym cały czas. Ja pamiętam, że już na początku bardzo mnie to wciągnęło: to kombinowanie, sprawdzanie, co się stanie, jak coś zmienisz. I wtedy poczułem, że to nie jest tylko robota do odhaczenia, tylko coś, co naprawdę mnie ciekawi. A później, im dłużej pracowałem, tym bardziej miałem poczucie, że coś tworzę. Że to nie jest przepis z książki, tylko własne decyzje, własne doświadczenie.
Marta: A który moment Twojej pracy był dla Ciebie szczególnie ciekawy?
Tata: Kiedyś wszystko robiło się ręcznie. Każdy etap warzenia piwa trzeba było pilnować samemu. Zawory, pompy, czas… wszystko było w rękach człowieka. Byłem świadkiem naprawdę ogromnej zmiany technologicznej i bycie tego częścią było bardzo ciekawe.
Marta: A jak patrzysz na to dziś, co zmieniło się najbardziej?
Tata: Technologia. Dziś większość robią systemy i komputery. Ale jedno się nie zmieniło:
człowiek nadal musi wiedzieć, co robi.
Marta: No to, czy uważasz, że w tej pracy jest coś, co w ogóle się nie zmieniło?
Tata: Myślę, że to podejście tak naprawdę się nie zmienia. To poczucie, że trzeba to zrobić dobrze, nie „jakoś”, tylko naprawdę dobrze. Bo wiesz, że to nie kończy się na Tobie. Że to, co robisz, idzie dalej do ludzi. Ktoś to wypije, ktoś to z czymś skojarzy, ktoś do tego wróci. I bierzesz za to odpowiedzialność. I chyba właśnie to jest w tej pracy ważne, że nie robisz tylko dla siebie. A teraz ja Ciebie zapytam, co Ty czujesz, kiedy tu pracujesz?
Marta: Całkiem szczerze, to czuję dumę. To miejsce zawsze było gdzieś obok: w historii miasta, w rozmowach, w domu, w Twoich opowieściach. I chyba dlatego było dla mnie oczywiste, że kiedyś tu trafię. Niektóre historie po prostu toczą się dalej.