Halo halo!
Dowodziki do kontroli!

STRONA DOSTĘPNA JEST TYLKO DLA UŻYTKOWNIKÓW PEŁNOLETNICH!

Historie

Rozmowa z Krzysztofem Kucharczykiem

Od kwiatów do warzelni. Historia, która przechodzi z pokolenia na pokolenie

Niektóre miejsca są dla ludzi „firmą”. Dla innych – częścią domu. W Żywcu Browar potrafi być jednym i drugim: pracą, pasją, codziennością i rodzinną historią przekazywaną dalej, często zupełnie naturalnie. O tym, jak wygląda wielopokoleniowa więź z Browarem, rozmawiam z Krzysztofem Kucharczykiem, technologiem, dla którego browar jest częścią rodzinnej historii i jego własnej drogi zawodowej.

Marta Czarnik‑Starypan: Krzysiu, mam wrażenie, że w Żywcu historie o browarze naprawdę żyją w rodzinach. U Ciebie to się przewija przez kilka pokoleń. Opowiesz, jak to się zaczęło?

Krzysztof Kucharczyk: Zaczęło się bardzo „żywiecko”: od domu, od bliskości i od tego, że browar był po prostu obecny. W mojej rodzinie pracowały dwie babcie. Jedna zajmowała się kiedyś estetyką przestrzeni, dbała o kwiaty na terenie browaru. To były inne czasy: latem takie stanowiska istniały i to miało swój urok. Druga babcia pracowała już na warzelni. Do tego dziadek był związany z browarem przez lata – po zakończeniu drugiej wojny światowej aż do 1980, pracował m.in. w obszarze budowlanym/stolarskim. Drugie pokolenie – to mój Tata, który pracował na Leżakowni i na Warzelni Klasycznej i obecnie mój brat Zbigniew, który jest Operatorem Działu Brewingu. I tak, nawet jeśli role były różne, wszyscy kręcili się wokół jednego miejsca.

Marta: Czyli niezależnie od tego, czy kwiaty, czy warzelnia i tak wszystko wracało do browaru. A pamiętasz moment, kiedy to przestało być „historią rodzinną”, a stało się Twoją własną drogą?

Krzysztof: Bardzo wcześnie, to właśnie dziadek zaszczepił we mnie piwowarstwo.. On był mocno związany z browarem: kochał to miejsce i miał ogromną pasję do piwa i wszystkiego, co z nim związane, szczególnie Portera. Pamiętam, że był czas, kiedy Portera nie było i on naprawdę za nim tęsknił. Dziadek opowiadał, a ja słuchałem: o procesie, o smaku, o tym, że piwo leżakuje, że to trwa, że tu nic nie dzieje się „na skróty”. Te opowieści sprawiły, że już w szóstej klasie podstawówki wiedziałem, że chcę iść w stronę piwowarstwa.

Marta: Szósta klasa? To brzmi jak pewność, której się nie da „wymyślić”.

Krzysztof: Bo to przyszło naturalnie. A los dorzucał kolejne cegiełki. Miałem w szkole Panią Profesor – nauczycielkę biologii i chemii, Jadwigę Klimondę, żonę Tadeusza Klimondy, ówczesnego dyrektora technicznego browaru. I ona podarowała mi książkę „Browarnictwo”. Wyobraź sobie, że trzy lata przed rozpoczęciem nauki w Technikum Browarniczym w Tychach (jedyna taka szkoła w Polsce), ja już w większości znałem technologię siedziałem w technologii i miałem opanowany materiał.

Marta: Czy już wtedy myślałeś, że zwiążesz z tym swoją przyszłość?”

Krzysztof: Tak, zdecydowanie.Poszedłem w to na serio: studia inżynierskie na Politechnice Łódzkiej, gdzie obroniłem pracę na temat porównania procesu fermentacji w kadzi fermentacyjnej i tankofermentorze, a potem następnie magisterka z technologii fermentacji, aż wreszcie doktorat z wpływu wybranych czynników technologicznych na proces fermentacji brzeczki piwnej na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie.
I to był czas, kiedy wstawałem o czwartej rano, żeby o piątej być w browarze na badaniach i analizach, a o siódmej zaczynać normalną pracę. Bardzo mi na tym zależało. To były intensywne dwa lata, ale też ogromnie budujące. Wtedy zrozumiałem, jak dużo zależy od ludzi, zespołu i zaufania. I co ważniejsze: browar dał mi możliwość uczenia się.

I w tym miejscu chciałem wyrazić ogromną wdzięczność, za co zawsze będę wdzięczny w sercu, za zgodę i umożliwienie mi badań w browarze – nieżyjącemu już Śp. Dyrektorowi Jerzemu Dwornickiemu oraz mojemu Przełożonemu Jarosławowi Żyrkowi oraz Sławomirowi Bąkowskiemu, Jarosławowi Hocowi, Wiesławowi Michalskiemu, Twojemu Tacie Panu Jerzemu Czarnikowi oraz Wszystkim na Produkcji i w Laboratorium, którzy mi w tym pomogli – ogromnie Dziękuje.

Marta: To brzmi jak coś więcej niż „kariera”. Bardziej jak misja.

Krzysztof: Trochę tak, bo browar uczy pokory. To jest praca z żywymi organizmami do końca nieprzewidywalnymi. Tu trzeba się liczyć z drożdżami. To nie jest monotonna produkcja.

Marta: A co się Twoim zdaniem zmieniło przez te lata, patrząc też na perspektywę dziadków?

Krzysztof: Ogromnie zmieniła się technologia. Inwestycje, automatyzacja, nowoczesne urządzenia: to był duży „skok technologiczny”. Ale jedno się nie zmieniło: dbałość o jakość. Tego nie zrobi za nas system. To jest codzienna praca, próby, poprawki, uczenie się. I to jest też odpowiedź na pytanie, czemu ludzie tu zostają na lata: bo to nie jest monotonne. Tu ciągle jest wyzwanie. Tworzymy, modyfikujemy, rozwijamy się. Każdy dzień potrafi przynieść coś nowego.

Marta: I to jest chyba ten „magnes”, prawda?

Krzysztof: Tak. Ten żywy proces. I ludzie. Zespół jest ważny – wspieramy i dbamy o siebie. To jest miejsce, gdzie spędzasz kawał życia, często więcej niż osiem godzin. Uczysz się współpracy, odpowiedzialności i tego, że to, co robisz, będzie miało efekty w późniejszym czasie.

Marta: W naszej rozmowie pojawiła się jeszcze jedna rzecz: te koligacje, powiązania, takie „żywieckie nitki”, które łączą wszystkich ze wszystkimi.

Krzysztof: Tak, to jest niesamowite. U mnie w rodzinie jest też powiązanie z postacią ważną dla historii browaru: poprzez moją Babcię i Mamę jestem spokrewniony z rodziną Karola Matlaka, wieloletniego dyrektora browaru z lat 1973-1990.

Marta: I nagle się okazuje, że w Żywcu wszyscy są z jednego miejsca, a browar jest jak wspólny punkt na mapie.

Krzysztof: Dokładnie. I w tym jest coś ciepłego, że to miejsce nie jest oderwane od miasta. Ono jest w środku tej tkanki.

Marta: Co dla Ciebie osobiście znaczy praca w browarze?

Krzysztof: To jest pasja, ale i zobowiązanie. Wobec ludzi, którzy byli tu przed nami i wobec tych, którzy przyjdą po nas. Chciałbym, żeby kolejne pokolenia otrzymały browar w jak najlepszej kondycji. To jest takie poczucie: ja jestem tylko na fragmencie tej historii, ale ten fragment ma znaczenie.

Marta: I to jest chyba esencja wielopokoleniowości, że ktoś Ci to zostawił, a Ty chcesz przekazać dalej.

Krzysztof: Właśnie tak.

Marta: To spróbujmy na koniec: czym jest dla Ciebie Browar w Żywcu, w jednym zdaniu?

Krzysztof: Bardzo ważnym miejscem. Takim, o którym nie przestajesz myśleć, nawet po pracy. Bo zawsze masz w głowie: co jeszcze poprawić – usprawnić, co zrobić lepiej, aby piwo było o jak najlepszej jakości.

Marta: A czym jest browar dla miasta?

Krzysztof: Wizytówką. Marką, z którą Żywiec kojarzy się w Polsce, i która przetrwała różne zawieruchy czasu i historii Żywiecczyzny. I wciąż się rozwija.

Marta: I chyba dlatego tak często mówimy o nim jak o części życia, nie tylko pracy.

Krzysztof: Bo zdecydowanie tym jest. Marta, Bardzo Ci dziękuje za rozmowę.